Od dwóch tygodni biegam po urzędach. Od skarbówki do starostwa, od starostwa do gminy, od gminy do notariusza.
I o ile w gminie, skarbówce i u notariusza wszystko można załatwić raz dwa, to w starostwie byłam już dobre 10 razy. Najpierw naliczyli mojemu tacie(który nie był już właścicielem domu) ogromny podatek, więc musiał się odwołać(moimi rękami). Odwołania nie uwzględniono, bo ...nie jest już właścicielem(a decyzja podatkowa była na niego). Odwołałam się więc ja, i tym razem uwzględniono moją sprawę. Potem wezwano mnie do doniesienia umowy dzierżawy pola - zawiozłam. Za kilka dni coś okazało się nie tak i kazano mi przywieść aneks do tejże umowy - też zawiozłam, z tym, że urzędniczka zdążyła zgubić poprzednią umowę, więc kolejny raz dowoziłam ten sam dokument.