środa, 22 kwietnia 2015

DZIEŃ 18 - POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI...



Hmmm, co tu dziś napisać żeby nie usłyszeć chrapania? Cały dzień w domu. Mieliśmy iść do lekarza, ale synek cudownie ozdrowiał i po wczorajszych gorączce i kaszlu ani śladu, nudy jak cholera. Dobrze, że przynajmniej świeci słonko i możemy posiedzieć na balkonie. Powiem Wam, że sztuczna trawa, którą na nim położyliśmy sprawdza się rewelacyjnie. Jedyny mankament to ciągłe jej zamiatanie, bo gołębie taty skutecznie potrafią ją zanieczyścić swoimi ...






...Gołębie to ogólnie paskudne stwory. Potrafią zniszczyć w ciągu dwóch lat papę na dachu (na którą jest gwarancja dwadzieścia lat), no ale skoro tata miał je od zawsze, uwielbia je (czasem chyba bardziej ode mnie) to nie buntuję się. Każdy ma prawo do przyjemności. No i jak to mówią "starego psa nowych sztuczek nie nauczysz".

Do osiemnastego roku życia (dopóki rodzice nie wybudowali domu w którym obecnie mieszkam) mieszkałam w takim wiejskim domu z oborą, stodołą itp. Mieliśmy kury, gęsi,krowy, barany, indyki, kaczki, świnie i...gołębie. No i kilka kotów i psów. Do dziś pamiętam ból pleców od "plewienia" w ziemniakach i "ćwikli". Najgorszą pracą dla mnie było zbieranie ziemniaków, ale mimo tych drobnych dolegliwości - miałam prawdziwe dzieciństwo. Jeżdżenie na"furze"z sianem, pieczenie ziemniaków (po zbiorach)i jedzenie ich takich nieobranych, razem z popiołem. Marchewka wyrwana prosto z rządków, wytarta o spodnie i schrupana - taka słodka, że w sklepach takiej nie znajdziecie. Mleko prosto od krowy, takie z zarazkami, nie ze sterylnego kartonu i placki ziemniaczane z "kiszką". Kiszka to taka forma maślanki. Maliny, truskawki prosto z krzaka i chodzenie z chłopakami na"złodziejkę"do sąsiada na czereśnie. Jazda na traktorze, zapach świeżo skoszonej trawy i zajadanie się kwaśnymi listkami. Wieczorne wypady na stawy :) Ach to były czasy. Jedynym problemem było nauczyć się na klasówkę. W czasach mojego dzieciństwa w sklepach były pustki, nawet za cukrem i kawą staliśmy pół dnia w kolejce i na dodatek było to na "kartki". Moim dzieciom staram się pokazać przynajmniej kawałek takiego dzieciństwa jakie miałam ja, oczywiście na ile to możliwe. Dziś znaleźliśmy opuszczone ptasie gniazdo, odwiedziliśmy konika za płotem, wąchaliśmy kwiaty czereśni i sprawdzaliśmy czy nasze warzywa już rosną. Ale była niespodzianka, kiedy okazało się, że rzodkiewka już wykiełkowała :)






Nie miałam ubrań z Cropp-a, H&M, internetu, a telewizor był czarno - biały i ciągle"mrugał" itp, ale... byłam szczęśliwa. I wiecie co jeszcze pamiętam? Wierszyk,który mówiła mi mama na dzień dobry:

"Ty leniuszku,
nie leż w łóżku.
Patrz wokoło
jak wesoło jest"

Teraz już tego nie ma. Mamy nie ma. Stary dom stoi pusty (mieszkam zaraz obok), babcia zmarła, my się przeprowadziliśmy. Jedyne co przypomina mi chwile dzieciństwa, to zapachy jak sąsiad nawozi swoje pole :)i to zawsze jak powieszę pranie i pościel na balkonie :)
A wierszyk jaki często słyszę rano to: 
"Dzień dobry
Kocham cię
Już posmarowałem tobą chleb
Dzień dobry
Kocham cię
Nie chcę cię z oczu stracić
więc..."
Wracając do teraźniejszości, to skręcaliśmy też huśtawkę ogrodową, schowaną na zimę. Dla synka to wszystko nowość, bo przez kilka miesięcy zdążył już o niej zapomnieć. Dopiero będzie radości jak odpalimy grilla :)

No i taki był ten dzisiejszy dzień. Wieczór też chyba będzie nudny, bo mój gorszy połówek, zaczął kolejny cykl chemioterapii i zaczynają się skutki uboczne, chociaż jeżeli chodzi o sprawy 18+ to dziwnym trafem zdrowieje natychmiast. Mąż jest równe dziesięć lat starszy ode mnie, mimo tego zaskakuje mnie czasem swoim wigorem ;) A jutro?Kierunek zakupy :)

4 komentarze :

  1. Weź mnie ze sobą za zakupy!!!!!!!!!!!!!
    a tak serio. zdjęcie już lepsze, ale dalej zastanawiałabym się nad mniejszym.
    ja z dzieciństwa pamiętam jak jeździliśmy do babci na wieś na wakacje, jak jedna siostra co rusz wchodziła w łajno, jak druga po wypiciu mleka prosto od krowy miała biegunke, no i kąpiele w balii. kto by pomyślał ;)
    sztuczna trawa boska! aż żałuję że mam taki wąski balkon.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdjęcia niestety nie da się zmniejszyć,bo automatycznie dopasowuje się do szablonu :( Mówisz,że Wasze wspomnienia z wsią są takie sobie? Miastowi trochę inaczej widzą życie tutaj.Moja mam była z Łodzi,i też na początku była przerażona niektórymi rzeczami ,a później nie wyprowadziłaby się ze wsi nigdy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. to kochana musisz zmienić szablon ;)
    ja nie mowie ze takie sobie, tylko te najbardziej mnie zapadły w pamięć ;) moja mama się wyprowadziła na wieś jak ojciec na emeryture poszedł. teraz jeździ na śląsk co jakiś czas na badania i do lekarzy, bo tam ponoć gorzej z terminami itd. i widze jak ją nosi jak u mnie jest, wolałaby być u siebie, a pamiętam jak się zarzekała jakieś dwa lata przed wyprowadzką że absolutnie ona na wieś? nie możliwe ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. I ja pamiętam te czasy stania w kolejce za kawą...czasem ja obleciałam trzy razy bez kolejki po kawę za nim rodzice odstali swoje. Tamte czasy były inne, chyba że wydaję ni się to z perspektywy dziecka, radość z pomarańczy ech...

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś. Twoja obecność jest moją motywacją. Jeżeli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza - odwdzięczę się tym samym, jeżeli zaobserwujesz - również to zrobię.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka