niedziela, 9 sierpnia 2015

DZIEŃ 135 - MAGICZNE MIEJSCE...



Odwiedziliśmy dziś magiczne miejsce...











Piękne widoki, prawda? Zdjęcia nie oddają całego uroku tego krajobrazu, i widoczność mimo upalnej pogody była kiepska, ale i tak kiedy tam się jest, można sporo podziwiać. Po raz drugi, bo w ubiegłym tygodniu też tam byłam, odwiedziliśmy wzgórze nad Skoczowem - Kaplicówkę. To tutaj Jan Paweł II odprawił mszę w czasie jednej ze swoich pielgrzymek. Pamiętam, że w dniu pielgrzymki wróciłam akurat z trzydniowej wycieczki do Warszawy i za cholerę nie mogli mnie namówić, żebym pojechała oglądać papieża mimo, że mieliśmy miejsca VIP, i szczerze nie interesowało mnie to, a teraz... żałuję, że nie zobaczyłam tego wielkiego człowieka, który tak na marginesie został wybrany na papieża w dniu moich urodzin. Potem nie miałam już takiej okazji. Uwielbiam to miejsce, ale dziś nie zabawiliśmy tam długo z racji upałów. Można tam dojść schodami (jest ich chyba z trzysta)ale pojechaliśmy samochodem, i tylko kawałek musieliśmy przebyć pieszo, a drogę powrotną umilaliśmy sobie spacerem przez las...


Zanim jednak wybraliśmy się na to magiczne wzgórze, byliśmy na basenie. Nie cierpię basenów, z racji zarazków, ale dziś nawet mnie pogoda (i dzieci) do tego zmusiły. Woda była tak mocno chlorowana, że do teraz, nawet po kąpieli piecze mnie skóra, ale plusem było to, że orzeźwiliśmy się super. Potem obowiązkowe lody i spacer. Po powrocie do domu poczułam jak bardzo jestem zmęczona. Nie przespałam nocy, bo synek chyba miał kaca po wczorajszym torcie z adwokatem (albo wzdęcia) i płakał co chwilkę, do tego było tak cholernie gorąco, mimo otwartych okien i drzwi balkonowych, że nawet wentylator nie pomógł.To pierwsza taka noc, do tej pory o godzinie dwudziestej pierwszej panował już przyjemny chłód i teraz również jest już znośnie. Nie wiem co to była za noc, ale raczej nie chciałabym powtórki. Jeżeli chodzi o gorąc, to wydaje mi się, że mój organizm powoli się przyzwyczaja. Owszem jest duszno, pocę się tak, że kilka razy dziennie biorę prysznic, ale jakoś lepiej to znoszę. Za chwilę się okaże, że przy temperaturze 25 stopni na plusie będzie mi zimno ;)

Wracając do basenu, mąż powiedział mi komplement - "miałaś najlepszą figurę na całym basenie". Co to oznacza? że oglądał się za innymi !!! Bo skąd by wiedział? Jak go zapytałam to odpowiedział "specjalnie patrzyłem", no i pięknie, specjalnie patrzył czy mam gorsza czy lepszą figurę! Zabić to mało. Albo pytam go, oglądając scenę z Greya, gdzie ten bierze kostki lodu i jeździ nimi po całym ciele Any, "czemu Ty mi tak nie robisz", i wiecie co odpowiedział? "bo byś wrzeszczała, że Ci zimno". Czasem to sobie myślę, że lepiej pisać sama ze sobą niż gadać z facetem. I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejsze pisanie, bo burczenie w brzuchu daje znać, że nie jadłam kolacji :)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka