poniedziałek, 28 listopada 2016

DZIEŃ KOLEJNY, NIE WIEM JUŻ KTÓRY...




Należę do ludzi szanujących swój kraj. Nigdy też nie narzekałam na politykę czy służbę zdrowia. Po prostu uważałam, że nie jest aż tak źle, żeby narzekać, bo i nie było źle. Jednak nastały czasy kiedy zaczynam zmieniać zdanie.

 

 

Co sprawiło, że zmieniłam zdanie? Dzisiejsza wizyta męża u onkologa. Jak wiecie, mąż leczy się metodami naturalnymi, bo nasza służba zdrowia nie ma już do niego nic do zaoferowania. Z dnia na dzień w czerwcu dowiedział się, że nie mają go już czym leczyć i lekarz rozłożył ręce, delikatnie nadmieniając, że nie ma sensu już do poradni przychodzić. Z resztą co ja Wam tu będę mówić, sami wiecie, bo znacie moją walkę o życie męża. Myśleliśmy jednak, że lepiej pozostać nadal pod opieką poradni onkologicznej, bo trzeba od czasu do czasu robić badania. Nawet poradnię zmieniliśmy na inną. I co maż dziś usłyszał? "Niech Pan sobie robi badania, tam gdzie Pan się leczy medycyną naturalną!!". Czyli cholera gdzie? No prywatnie!!! Bo medycyna naturalna nie jest objęta refundacją NFZ. Oczywiście mąż zapytał lekarza, co on ma do zaproponowania i jak chce go leczyć, to lekarz wzruszył ramionami i powiedział, że nie ma czym. No to cholera jasna o co chodzi? On nie ma czym i w związku z tym nie zrobi mu TK, bo mąż szuka innych metod? Chore to bardziej niż mój mąż. Na koniec lekarz jeszcze dodał "jak pan wierzy w te szczepionki i witaminy to niech Pan je sobie bierze, ale sensu to nie ma". Nieźle, tak się podnosi pacjenta na duchu, nic mu nie oferując, a jeszcze dobijając. Odniosłam wrażenie, ze lekarz najchętniej wysłałby męża od razu do hospicjum.  Niedoczekanie jego. Teraz mam znów siłę do walki o życie męża, ale i o udowodnienie konowałom, że nie mają racji!!! Zrozumiałabym jeszcze takie podejście, gdybyśmy zrezygnowali z leczenia szpitalnego, ale myśmy nie zrezygnowali - NIE MA JUŻ LECZENIA DLA MĘŻA - bo wykorzystał wszystkie linie leczenia szpitalnego. Dosłownie chce mi się wyć !!!

Powiedzcie sami - co ma zrobić pacjent pozostawiony samemu sobie przez lekarzy? Nic nie robić, czy walczyć? My walczymy, o życie, o miłość, o zdrowie. Zamówiliśmy lamininę ze Stanów za 5900 zł. Zrobiono mężowi szczepionkę z jego własnej krwi za 2700 zł. Zakupiliśmy już kilka razy dożylną witaminą c za kwotę prawie 14 tysięcy (od lipca do dziś). Ostatnie zamówienie witaminy zrobiliśmy w sobotę i czekamy na dostawę. Stosujemy odpowiednią dietę, mąż pije zioła i łyka amigdalinę w kapsułkach itd. Od lipca na jego leczenie poszło około 25 tysięcy złotych. Mogliśmy wydać taką kwotę tylko i wyłącznie dzięki Aniołom, które ciągle nas wspierają. Tak, tak, o Was tu piszę. Bez Was nie byłoby to możliwe i chyba nigdy nie będę w stanie odwdzięczyć się za to wszystko.  Teraz zbieramy na leczenie raka wysoką temperaturą czyli hipertermią. Możecie o tym poczytać TUTAJ
Muszę być zawsze o krok przed rakiem. Jeżeli jedno nie zadziała, to spróbujemy drugiego i tak aż do wyleczenia, albo do wyczerpania możliwości. 

Wspiera nas niesamowita ilość Aniołów. Nigdy w życiu nie spotkałam tylu dobrych ludzi w jednym czasie. Jest to dla mnie rzecz niezwykła - tyle dobra, tyle nadziei... Fenomenem jest również to, że wierzycie nam tak po ludzku. Tylko raz spotkałam się z prośbą od osoby prywatnej o pokazanie dokumentacji. Owszem, zakładając konto w Fundacji  i konto na zrzutce - tam musiałam przesłać dokumentację. Jednak od Was, darczyńców nigdy (oprócz tego jednego razu) takiej prośby nie otrzymałam. Dziękuję więc za zaufanie, tym bardziej, że jest taki ogrom oszustów. Staram się na grupie na bieżąco opowiadać o wszystkim, wrzucam zdjęcia i niektóre rachunki ( jak wiecie, nie na wszystko takie rachunki nam wystawiają). Nie wzięłam się też znikąd, bo na długo przed walką, już pisałam tutaj o chorobie męża. Pisały też o nas portale, gazety i wydawnictwa. Myślę, że to też może świadczyć o naszej wiarygodności. W każdym razie w przypadku dalszych wątpliwości zapraszam do kontaktu ze mną :)

Udało mi się też nareszcie ustalić termin operacji córki i w dniach 8.12 do 12.12 będziemy przebywały na drugim końcu Polski bo w Gdańsku. Zobaczę morze zimą :) Ostatnio w poradni byliśmy w sierpniu i udało nam się zwiedzić sporą część Gdańska, teraz mam nadzieję, że uda się zobaczyć morze i naładować akumulatory. Z wyjazdem do szpitala ogólnie było ciekawie, bo z lekarzem kontaktuję się mailowo, no i wysłał mi termin operacji, ale adresu szpitala nie podał, a są tam chyba ze trzy i we wszystkich ten lekarz przyjmuje :). Mam już jednak adres. Nocleg też zarezerwowany w domu harcerza. Teraz tylko jedna dobra duszyczka musi mi przetłumaczyć w szpitalu co miał na myśli doktor pisząc tak:

"W czwartek przyjeżdżamy ze skierowaniem do Kliniki; do godz. 10.00 zgłaszamy się do anestezjologa i punktu przyjęć planowych, a potem 11A. Zależnie od dostępności wolnych łóżek zostajemy na oddziale lub w hotelu. Zabieg w piątek, wypis w poniedziałek."

Co znaczy 11A? I na jaki oddział mam mieć skierowanie? Hmmm, pojadę przez całą Polskę, a na miejscu okaże się, że skierowanie mam nie takie... Trzy światy z tym naszym zakręconym lekarzem. Oczywiście do szpitala dodzwonić się nie można, bo nikt nie odbiera. Jednak to wszystko mnie nie martwi. Obawiam się tego, jak poradzi sobie mąż z synkiem. Synek jest przyzwyczajony do zasypiania ze mną i jedną noc może mężowi przejdzie usypianie go, ale cztery, może być kiepsko. No cóż, będzie musiał sobie dać radę.


Co po za tym? Same zaległości. Na blogu zaległości, w sprzątaniu przedświątecznym zaległości, w artykułach do portali tak samo. Niesamowicie dużo czasu zajmują mi aukcję na rzecz leczenia męża, a raczej odpisywanie i pisanie wiadomości prywatnych. Cieszy mnie to, że ciągle poznaję nowych ludzi, bo zawsze lubiłam kontakt z ludźmi. Mogę w ten sposób też pomagać swoją wiedzą, taką, jaką posiadam :) ale nie ukrywam, że idąc spać codziennie grubo po północy, jestem bardzo zmęczona. Szczęśliwa, ale zmęczona. Dlatego też ciągle brak mi na wszystko czasu, również na bloga i odwiedzanie innych blogów. Nadrobię to jednak - obiecuję. Pozostało mi tylko 25 nienapisanych postów i dwa artykuły do portali ;)

A tak na marginesie - gdybyście chcieli wylicytować weekend we dwoje w Zakopanem, dobre wino, książki, biżuterię, takie piękne stroiki jak na zdjęciu tytułowym czy zabawki, to zapraszam do dołączenia do grupy TUTAJ

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Cieszę się, że tu jesteś. Twoja obecność jest moją motywacją. Jeżeli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza - odwdzięczę się tym samym, jeżeli zaobserwujesz - również to zrobię.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka