czwartek, 8 listopada 2018

CZTERDZIESTY DZIEWIĄTY DZIEŃ BEZ CIEBIE... NA WARIACKICH PAPIERACH...





Oj Pipinku! Dzisiejszy dzień okazał się na wariackich papierach. Nie, nie - nie biegałam po urzędach, ani innych miejscach. Po prostu musiałam przygotować dla kancelarii prawnej całą Twoją dokumentację, a jest tego trochę...




O oryginały dokumentacji medycznej kancelaria sama zwróci się do placówek medycznych, ale zanim to nastąpi musiałam zrobić kopię tej, którą mam w domu i opisać wszelkie nieścisłości, co do których mam wątpliwości. Zajęło mi to ponad trzy godziny. Z pewnością byłoby krócej, gdybym najpierw nie próbowała wysłać wszystkiego mailem. Niestety, nie da się, bo maili musiałoby być kilkadziesiąt, a pakować dokumentów do "paczek" mniejszego formatu nie umiem. Nie pozostało mi nic innego jak kopiowanie i wysłanie dokumentów kurierem. Nie obyło się i tutaj bez komplikacji, bo najpierw zabrakło mi tuszu, a potem papieru. Potrzeba jest jednak matką wynalazku i zużyłam wszystkie bloki rysunkowe będące w domu (techniczne też). Wystarczyło. Jutro dokumenty lecą do kancelarii. Umówiłam się również z notariuszem na notarialne poświadczenie (czy jakoś tak) korespondencji sms z lekarzami. Jak dobrze, że ją mam, bo tego, co "zapomnieli" napisać w kartotece mam w telefonie :). 

Często ludzie pytają mnie czy nie boję się, że lekarze dowiedzą się o tym, że występuję na drogę prawną - no cóż, mam świadomość tego, co robię, a odmowa leczenia, Twojego leczenia ma dla mnie  większy priorytet, niż fakt, że lekarze dowiedzą się o swoich błędach. Zdaję też sobie sprawę, że w owym szpitalu, gdyby przyszło mi się kiedyś tam leczyć (tfu, tfu) będę spalona, ale po pierwsze, nie wiem czy chciałabym się w ogóle leczyć, a jeśli już, to nie w szpitalu, w którym panuje taka ignorancja. Proste prawda? Może gdyby Pani ordynator, w tym dniu, kiedy odmówiła leczenia, nie stała pod tym cholernym oknem z kpiącym uśmieszkiem na twarzy, wzruszając ramionami na fakt, że odmawia leczenia, nie mając nic innego do zaoferowania..., może gdyby lekarze tak zapatrzeni w swoją "wiedzę" posłuchali co mam do powiedzenia po konsultacjach z profesorami... Może gdyby nie pompowali Cię glukozą mimo wyraźnej poprawy, czym tylko spowodowali to, że się "topiłeś" w tych płynach... może gdyby mnie posłuchali, że masz zakażenie organizmu, a potem nie kłamali, że umarłeś na raka, a to przecież była sepsa... może gdyby w dniu 19.04.18 roku opisali prawidłowo wynik TK, co pozwoliłoby zapobiec tworzącemu się płynowi w opłucnej... może, gdybym nie usłyszała słów "uczyliśmy się na Pani mężu"... może gdyby nie kłamali, że w nocy, kiedy umierałeś, dzwonili do mnie kilkanaście razy... może wtedy bym odpuściła. Jednak to wszystko się stało - to i wiele innych rzeczy i nie zamierzam milczeć. 

Ślepy jest los
Więc rzadko dzieli równo
Kto ma mieć będzie więcej
Z pustego nalać trudno

Jedyna sprawiedliwość
Do piachu pójdą wszyscy

Prawda jest taka, że to pacjenci nauczyli lekarzy (oczywiście nie wszystkich), że są bogami. Zamiast być pacjentem świadomym, pacjenci noszą czekoladki, ciasteczka, alkohol i pieniądze, a jeśli się ich nie nosi... jesteś pacjentem straconym zamiast świadomym. Co do "prezentów" - to ten proceder również wyjdzie na światło dzienne. Krok po kroku. I wierz mi Kochany, że to nie jest zemsta, bo nigdy nie należałam do mściwych - to wymierzanie sprawiedliwości. 

Tyle chciałam Ci dziś napisać. Więcej nie dam rady, bo mój organizm "popsuł" się na całego i do wczorajszego przeziębienia doszły inne dolegliwości. To minie Kochany, nie martw się, ale trzeba czasu i odpoczynku. I dziękuje Ci za to, że śnisz się naszej środkowej pociesze za każdym razem, kiedy coś nabroi, a ja nie umiem sobie z tym poradzić. Mam wrażenie, że wspierasz mnie tym sposobem prawda? I Kochany to działa, co prawda na jakiś czas, ale lepsze to niż nic. Może ja też coś nabroję? Przyśnisz mi się wtedy też? Pewnie nie, bo za życia nigdy nie negowałeś tego, co robię.

Bardzo Cię kocham.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka