środa, 8 lipca 2015

DZIEŃ 103 - CYWILIZACJA...


Tak na wstępie przepraszam za literówki, ale od dziś mam nowe okulary"do czytania", sporo mocniejsze, tylko jakoś na razie dziwnie mi się przez nie patrzy i troszkę kręci mi się w głowie od nich.
Dlaczego je mam?Pamiętacie kampanię gdzie robiło się badanie wzroku i otrzymywało soczewki kontaktowe to testowania? Przy okazji wybadali mi, że muszę mieć do czytania mocniejsze okulary i dziś właśnie je otrzymałam. Kto by pomyślał, że kilkugodzinny brak prądu potrafi tak człowiekowi uprzykrzyć życie. Jak już chyba wszyscy wiedzą, nad Polską przeszły dziś w nocy nawałnice, które połamały drzewa, zabiły jedną osobę, kilkoro zostało rannych i pozbawiło 200 tyś. domów bez prądu. Niestety ja (i cała moja wieś) znaleźliśmy się w tych 200 tysiącach. Sklepy były nieczynne, ekspres do kawy nie działał, internet też. To znaczy internet był dopóki mi się komórka nie rozładowała.

Śmiało mogę powiedzieć, że dziś poczułam się jak w buszu. I to nie tylko za sprawą prądu, ale dzieciaków zachowujących się i krzyczących jak jakieś dzikusy. Brak komputerów, telewizji i telefonów zdecydowanie im nie posłużył, a co za tym idzie - i mnie. Gdybym była sama, to pewnie poczytałabym Greya, albo po prostu przespała ten czas. Jednak w obecnej sytuacji było to niemożliwe. Kiedy mąż wrócił z pracy byłam wniebowzięta, bo nareszcie synek mógł się drzeć i dokuczać tatusiowi, a mi dał święty spokój. Rano jeszcze jako tako zajęliśmy czas, bo nie padało i na dworze taplaliśmy się w kałużach, ale później kiedy zaczęło lać było już znacznie gorzej. Co rusz łapałam małego na bieganiu po balkonie w samych majtach - po deszczu. Do domu nie pójdzie, ubrać się nie ubierze itd, itp. Trudno mu się dziwić, bo nareszcie zrobiło się chłodno i nawet ja miałam ochotę połazić w tej ulewie. A do tego wszystkiego całodzienny brak kawy (której nie zdążyłam kupić, a do ekspresu mam tylko ziarnistą) powodował, że moja cierpliwość się kończyła. O godzinie szesnastej nie wytrzymałam i zadzwoniłam do elektrowni, spytać kiedy usuną awarię. Pani w słuchawce była nieco zdziwiona, że nadal nie mamy prądu, przyjęła zgłoszenie i po trzydziestu minutach wróciliśmy do cywilizacji. Teraz nie wiem, czy sobie o nas zapomnieli, czy to taki zbieg okoliczności był.

Zgadnijcie co najpierw zrobiłam? KAWĘ :)


Nie wszyscy jednak mieli radość z powrotu prądu, bo u sąsiada od razu zaczęło się"kopcić"z gniazdek elektrycznych. No i znów przyjechała straż pożarna na sygnale. Ciągle, do teraz słychać wyjące syreny. Tak rozmyślam, że te wszystkie zmywarki, laptopy, smartfony i ekspresy to fajna sprawa, ale strasznie rozleniwiają człowieka, przyzwyczajają do dobrobytu. Nawet do głupiego zmywania ręcznie garów musiałabym się na nowo przyzwyczaić. Nie jestem leniwą osobą, ale wychodzę z założenia, że lepiej sobie ułatwiać życie niż utrudniać i po co mam stać nad zlewozmywakiem jak mogę pisać post, a zmywarka sama umyje gary. Gorzej się dzieje, kiedy któryś z tych sprzętów się zepsuje, albo zabraknie prądu. Co do sprzętów to dziś mechanik miał mi ocenić co mi tak stuka w samochodzie. Byliśmy umówieni na ósmą rano, wstałam więc wcześniej, pojechałam a on... zapomniał. No i mam mu samochód odstawić w piątek. Ja nie wiem co to się z ludźmi ostatnio dzieje. Onkolodzy ustalają złe daty wizyt, sądy pół roku odpis wyroku przesyłają, urzędy mylą decyzje - same błędy do okoła. Albo ja mam takiego pecha.

I jeszcze jedna rzecz - wygrałam dziś koszulkę w konkursie "STOPERANU", jeszcze jej nie otrzymałam i tak myślę, że będzie wesoło jak na niej nadrukują napis "STOPERAN". Będzie jak znalazł na plażę ;)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka