czwartek, 2 lipca 2015

DZIEŃ 96 - WALKA !!!!




Rak'n'Roll. Wygraj Życie! to fundacja, która zmienia schemat myślenia o chorobie nowotworowej i działa na rzecz poprawy jakości życia chorych na raka.
Od samego rana, a było to dziś bardzo wcześnie, bo upał obudził mnie i synka o godzinie 6, 30 zaczęłam walkę z urzędnikami. To znaczy z nimi walczyłam od ósmej, ale wcześniej musiałam się psychicznie przygotować. Chodzi o to, że w lutym składałam wniosek do starostwa powiatowego o zmianę właścicieli parcel itp. , następnie miesiąc temu w urzędzie gminy starałam się o decyzję w sprawie podziału tych parcel. I co się okazało? Urząd Gminy decyzję owszem przysłał, ale z błędami, czyli złymi właścicielami.
Powód - starostwo nie zrobiło zmian (przez cztery miesiące). Pomijając fakt, że w Urzędzie mieli czarno na białym postanowienie sądu, ale pani urzędniczce nie chciało się przeczytać drugiej strony tego postanowienia, co zdecydowanie pomogłoby w prawidłowej decyzji, to jakim cudem przez cztery miesiące Starostwo tego nie zrobiło? Przecież na to mają trzydzieści dni. Oczywiście zadzwoniłam i zapytałam. Pani beznamiętnie odpowiedziała mi, że zrobiła to przecież 30.06. Oj ja tego tak nie zostawię, oprócz odwołania, które ja muszę napisać, napisze również skargę na tą panią. Podobną sytuację miałam w sądzie, kiedy to w lutym składałam wniosek o odpis postanowienia. Przez cztery miesiące ani słychu ani dychu, dopiero po interwencji u przełożonych, wniosek cudownie się odnalazł. Czasem już nie mam do tego siły. Gdyby na głupiego trafiło, to czekałby i czekał, na dodatek nie rozumiejąc, że w decyzji jest coś nie tak. Mogłoby się zdawać, że to słońce tak ludziom przepala mózgi, lecz w lutym, kiedy składałam papiery słońca nie było. Może to tylko ja mam takiego pecha?


A jutro ważny dla mnie i dla córki dzień. Dzień ogłoszenia listy przyjętych do szkół średnich. Jutro o dziesiątej rano dowiemy się, czy dostała się do wymarzonej szkoły, czy do innej (następnej w kolejce). Teraz wszystko odbywa się elektronicznie. W systemie wpisuje się pięć szkół,na pierwszym miejscu tą wybraną,a na kolejnych te które mogą być w razie czego.Jeżeli nie dostaniesz się do pierwszej to system automatycznie kwalifikuje Cię do następnej i następnej. Emocje niesamowite.

Kolejnym ważnym dniem będzie wtorek 14. 07 czyli wizyta męża u onkologa po kolejnym tomografie. Ostatnio bardzo mocno zastanawiamy się nad rezygnacją z chemioterapii. Nie wiem czy wiecie, że chemioterapia "uzdrawia" tylko 2 % chorych na raka,co i tak nie jest udowodnione, że to zasługa chemii. Badania wskazują też, że ludzie, którzy nie poddali się chemioterapii żyją o cztery razy dłużej niż Ci którzy leczą się w ten sposób. Sporo o tym wszystkim czytałam i wiem, że rak to inaczej wołanie organizmu "źle mnie traktujesz". Rak to "zaołowiony" organizm, a chemia jeszcze bardziej go truje. Ona nie leczy tylko niszczy cały organizm. Zastanawiamy się nad leczeniem alternatywnym, tylko cholernie ciężko podjąć taką decyzję. Mąż liczy, że ja powiem "nie bierz chemii"a ja nie wezmę na siebie odpowiedzialności za jego życie. Po prostu boję się, że podejmę złą decyzję, a kiedy jego stan by się pogorszył, to nigdy bym sobie tego nie wybaczyła. Mam już całą listę pytań do onkologa. Powiem Wam, że to chyba najcięższa decyzja ze wszystkich jakie w życiu miałam podjąć - decyzja o życiu drugiego człowieka. Lekarzowi chyba łatwiej "leczyć" bo każdy chory to tylko numerek, który dzisiaj jest, a jutro już go nie ma. Takich numerków przewija się setki, po za tym lekarz nie podchodzi do pacjenta emocjonalnie, nie żywi do niego uczuć, nie boi się, że go straci. Łatwiej decydować o życiu kogoś obcego niż męża :(

Co Wy byście zrobili?
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka