sobota, 22 sierpnia 2015

DZIEŃ 147, 148 - ACH CI MŁODZI...

 
 
Zawsze powtarzam, że gdybym miała szesnaście lat, jak moja córka, i rozum ten co teraz, to podbiłabym świat. Niestety wtedy nie miałam tego rozumu, a teraz nie mam szesnastu lat. To co moja mama próbowałam mi tłumaczyć, nie było dla mnie święte (a powinno), nie słuchałam jej rad, szłam swoją drogą, niekoniecznie słuszną.Teraz moja córka, jeszcze bardziej niż ja wtedy, idzie przez życie po swojemu, owszem, stosuje się o tyle o ile do zasad, ale... no właśnie ale... Myślę jednak, że ona będzie mądrzejsza ode mnie, że jej się uda, i podbije świat, a jeżeli nie świat to przynajmniej Europę.Wczoraj wróciła z dwudniowego pobytu u cioci, co również pomogło jej w zaaprobowaniu pewnych moich decyzji .Powoli dochodzimy do porozumienia, ale lekko nie było. Dzisiaj odwiedził ją, a raczej przyjechał na weekend kolega z Kielc (pisałam Wam kiedyś o znajomych, których co roku spotyka nad morzem), przejechał 208 km, i zastanawiam się, jakim cudem chciało mu się jechać do takiej paskudy ;) Nie no, żartuję. Do mnie też przyjeżdżali znajomi, tyle, że z namiotami, bo nie było warunków do nocowania kogoś, no i rodzice pewnie by się nie zgodzili, nie wiem, nie pytałam ich nigdy, bo i po co? Wracając do kolegi córki, fajny chłopak, bardzo sympatyczny, i najważniejsze - nie jest to jej chłopak, więc głowę mogę mieć spokojną ;) chociaż obiecałam jego mamie, że będę mieć na niego oko. Gdybym nie obiecała, to mogłabym udawać, że nie zauważyłam go wśród mojej trójki, że przez chwilę pomyślałam "moje to czy cudze" ale uznałam, że moje, a tak? trzeba zerkać :)Przypomniały mi się młode lata, ach żal tamtych czasów, beztroskich. Córka z koleżanką już o piątej rano jechały odebrać go z Katowic, czekały trzy godziny aż dojechał, a potem jeszcze kolejną na pociąg powrotny (takie mamy połączenia pkp), i zastanawiałam się jak może się im chcieć tak się męczyć. A potem pomyślałam, że przecież miałam tak samo - chciało mi się :)

A dziś? Zaczęliśmy otrzepywać z drzew jabłka, o których Wam pisałam, tak te, po 20 groszy za kilo, ale za to sok z Tymbarka potem jest pyszny ;) Sporo tego jest w tym roku, musimy zbierać na kilka razy. Jak ktoś chętny to zapraszam :) Jutro je tylko pozbieramy, pewnie będziemy to robić na zmianę, bo synek w ogrodzie nie usiedzi, no chyba, że córka akurat będzie w domu i go popilnuje, ale z małolatami to nigdy nie wiadomo. Następny skup dopiero 14. 09 więc zdążymy odpocząć :)

Powiem Wam, że zmęczona już dziś jestem, bo jak zawsze w sobotę czekały mnie porządki, tyle, że dziś większe, no bo mamy gościa. Do tego córka zadzwoniła z Katowic, żebym jej trochę ogarnęła pokój, bo rano zaspała na pociąg i już nie zdążyła łóżka pościelić. Ogarnęłam, bo to była kryzysowa sytuacja. Potem musiałam młodych odebrać ze Skoczowa, bo pociąg nie zatrzymał się na naszej stacji, tylko na następnej, i jeszcze tatę zawoziłam z gołębiami. Do wieczora ciągle coś, ale potem jak miałam już wolne, to nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Ja chyba nie lubię mieć czasu wolnego. Lubię jak się coś dzieje, a nie tak siedzieć i nic nie robić. Kiedy synek zasnął, cieszyłam się jak dziecko, że mogę odzyskać laptopa, którego okupywał i napisać posta. Teraz czeka na mnie największe zadanie, idę robić kartkę pocztową dla pewnej kochanej blogerki, na konkurs, a nuż widelec uda mi się wygrać niespodziankę kosmetyczną :) Kto jeszcze chętny to konkurs jest tutaj KONKURS U SYLWII.

No to do dzieła :)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka