wtorek, 22 września 2015

DZIEŃ 179,180 - POMÓWIENIE...


"O dobrym mówią siedem minut,a o złym siedem lat"
Najgorsze jeśli to złe jest wyssane z palca, i mogłoby być uznane za pomówienie, które jest karalne. A jeszcze gorzej jest, jeżeli to pomówienie wychodzi z ust osoby, która powinna świecić przykładem, pełni dość wysokie funkcje, i jest osobą, którą starało się wspierać kiedy jej "kariera" była na początku drogi. I najgorsze jest to, że nawet przeprosiny ze strony tej osoby nie potrafią zabić żalu i bezsilności, zwątpienia w ludzi i w zwykłą ludzką szczerość i zaufanie. Po za tym co dają takie przeprosiny oprócz zabicia wyrzutów sumienia (o ile je ma) tej osoby, skoro pomówienia "poszły w eter". Powiesz jednemu - dowie się tysiąc, a to kolejne tysiąc pomówień. Podkreślam -pomówień! Skąd się to w ludziach bierze? Tak trudno mi to pojąć... 
 
Przestępstwo zniesławienia na podstawie art. 212 kodeksu karnego
Zgodnie z definicją art. 212 § 1 Kodeksu karnego zniesławienie polega na pomawianiu o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności.

Jest Was tu sporo, i może ktoś jest w stanie mi wytłumaczyć, dlaczego ludzie nie wierzą, że ktoś może robić coś bezinteresownie? Dlaczego zawsze węszą spisek. Czy to tak trudno uwierzyć, że ktoś stara się być dobrym człowiekiem, bo przy śmierci chce móc powiedzieć "zrobiłam w życiu coś ważnego, coś dobrego, coś dla innych", tak po prostu."

Dlaczego jeżeli jest się innym, czyli mówi się prosto w oczy prawdę, nie liże d..y każdemu, a za plecami nie obgaduje, a po za tym nie jest się przyjacielem całej wsi, to od razu znajduje się na językach? Dlaczego jeżeli pisze się bloga, to od razu staje się sensacją i wręcz jakimś dziwadłem. Niby wszyscy krytykują, ale ciągle czytają, więc dlaczego czytają skoro tak ich to denerwuje - to jakaś forma masochizmu, bo nie rozumiem?

Sporo tych dlaczego się nazbierało, oj sporo, bo ...dlaczego tak musi być...dlaczego :(

Przetrwam to, dam radę, i mam nadzieję, że ktoś (ktokolwiek to jest) tam na górze wpisze mi w mój dzienniczek życia kolejnego plusika. A tu na ziemi? Wiem jedno - krzywda ludzka zawsze powraca, zawsze...i teraz też tak będzie, prędzej czy później.

Po tym wszystkim, kiedy ochłonęłam, przestałam wyć z bezsilności, pomyślałam "oko za oko, ząb za ząb", bo wierzcie mi, że potrafię się "odwdzięczyć" i to okrutnie, ale...nie, nie zrobię tego, bo jaki byłby sens mścić się na kimś, kto dla mnie jest tak malutki, jak bakteria. Ta osoba jest dla mnie nikim, od tej pory. Zresztą od jakiegoś czasu, dokładnie od czasu kiedy mąż zachorował, stopniowo odsuwałam od siebie toksyczne, fałszywe i plotkawe osoby. Jedne zaczęłam ignorować wcześniej, z drugimi musiałam jeszcze trochę pobyć, ale powoli, powoli robi się koło mnie czysto. Zostali tylko Ci, którzy są tego warci, którym mogę ufać (przynajmniej tak sądzę).

Wiecie - moja mama była bardzo mądrą osobą - ona też była"inna", odseparowała się od tego młyna, miała kilka sprawdzonych osób i to jej wystarczało. Kiedyś tego nie rozumiałam, pchałam się w to bagno, i teraz po śmierci mojej mamy zaczynam rozumieć. Już wcześniej przyszłam po rozum do głowy, ale teraz zrozumiałam na dobre. Jad ludzki sączy się i sączy, i czym więcej przebywa się w jego pobliżu tym bardziej zatruwa Ci duszę...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka