wtorek, 10 listopada 2015

DZIEN 228 - JESZCZE JEDEN DZIEŃ...REMONTUJĄCA KOBIETA I PAPIEROWE PANELE...

Macie takie dni, że jedyny moment kiedy znajdziecie czas na przejrzenie się w lustrze to mycie zębów?

U mnie tak dziś było. Zero makijażu,włosy w nieładzie i paznokcie zniszczone. Poranek spokojny, kawa, papieros...a potem kolejne podejście do pomalowania paneli w sypialni. Wczoraj zrobiłam to sześć razy,a rano wyglądały tak,jakby nie były nawet tknięte. Męska decyzja, śrubokręt w rękę i zaczęłam zrywać to skubaństwo, w wiernej asyście synka, który wołał"pśuj to,pśuj to". No i psułam...przez dziewięć godzin.
W tym czasie udało mi się oberwać listwą w głowę i stanąć na gwóźdź. Jednej, jedynej listwie nie dałam rady, za kaloryferem. Ręce bolą mnie niemiłosiernie, chyba od odkręcania tysiąca śrubek :( To już zostawiłam więc mężowi, który miał wrócić wcześniej z pracy, ale niestety szefostwo nie zezwoliło, a na dodatek zepsuł mu się motocykl i wracał stopem. Dotarł około siedemnastej, i od tej pory przejął sypialnię. Oczywiście przeganiał synka, żeby mu nie przeszkadzał, a na moje pytanie"dlaczego,skoro mi mógł"pomagać"?) odpowiedział"bo on Tobie tak nie robi". No gdzieżby, przecież przy mnie to siedzi godzinami i krzyżówki rozwiązuje;) Dziś M musi zagipsować wszystkie dziury po śrubach, nadstawić kawałki ściany i zamontować wieszak na telewizor, bo jutro nie chcę słuchać"bo jeszcze tylko to", ale od rana zabrać się za malowanie.



Te dwa stosy paneli widocznych na zdjęciach, to tylko połowa tego co trzeba było usunąć. Swoją drogą fajnie wyglądały na ścianie, ale pozostałość po nich to jakaś masakra. Nigdy, przenigdy nie położę czegoś takiego na ścianie.

Za to z telewizorem w sypialni to całkiem inna historia, bo nigdy nie chciałam mieć takiego sprzętu tam gdzie śpię, ale ostatnio wspomniałam, że kiedy oglądam"M jak miłość" to muszę biegać z salonu do łóżka synka, bo często płacze przez sen. Mąż zrozumiał to po swojemu, i zamiast sam pilnować dziecka,wolał przywieźć mi telewizor...kolejny. Jak już go przyniósł, to niech montuje, ale czy to się opłaca skoro oglądam tylko dwa razy w tygodniu film?

Tak myślę o tym całym remoncie, czemu tak tego nie lubię,i doszłam do wniosku, że to przez bałagan, który robi się w całym domu, tony gruzu i rozchlapanej farby, i spanie w salonie, na kanapie...przez całe to rozpieprzenie mojego poukładanego życia. Nie lubię zmian, to znaczy lubię jak już jest po nich. Lubię zapach świeżej farby, ale kiedy jest już na ścianach, a nie na podłodze i meblach. Lubię patrzeć jak zmienia się pomieszczenie po odnowieniu go, ale samo odnawianie średnio mnie bawi. Nawet gdybym zatrudniła kogoś, żeby zrobił to za mnie i tak bałaganu bym nie ominęła i do tego zapłaciła słoną kasę. A tak mam poczucie dobrzej wykonanej pracy i pieniążki w kieszeni :) I jest jeszcze jeden plus - na święta nie będę już musiała robić gruntownych porządków w sypialni :) 

Wnioski są więc takie:
-papierowe panele nie zamalują się farbą do ścian, chyba,że akrylową.
- kłaść na ścianę papierowych paneli się nie opłaca bo, po kilku latach wyglądają nieestetycznie i są zwyczajnie brudne, no i w ścianach po ich zerwaniu zostaje mnóstwo dziur.
-jak już robić remont, to wykorzystać ten moment i pochować wszystkie wiszące kable w ścianach,
-robić to przed świętami, wtedy omija nas ponowne sprzątanie,
-uważać na głowę i nogi, bo po głowie można oberwać listwą, a potem stanąć na gwóźdź w niej wbity.
-jak się ma kasę to lepiej zatrudnić fachowca, albo sąsiada,wtedy mąż od razu będzie bardziej skory do pomocy ;)



17 komentarzy :

  1. ha ha ostatni wniosek daje do myślenia. Zbieram na fachowca :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak kiedyś zatrudniłam sąsiada to od tego czasu mąż szybko zabiera się do pracy :)

      Usuń
  2. No to zaraz będzie po robocie, jak widzę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. u nas fachowiec jest taki domowy;p tylko że zajmuje mu to 5 razy dłużej ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się nazywa"nabieranie mocy urzędowej" :) Z moim też tak jest dlatego jak jest w pracy wolę sama już coś działać:)

      Usuń
  4. Nienawidzę remontów. W sierpniu tapetowałam z mamą pokój, na drugi dzień jakoś tak nas ręce bolały. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. nawet nie wiesz jak dobrze cie rozumie, u mnie nie było zrywania paneli, ale zrywanie kilku warstw tapet, no i szpachlowanie gipsowanie, gruntowanie, tworzenie malowanie sprzątanie.. ale my baby to robotne jesteśmy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteśmy robotne,z ty że Ty zawsze,a ja jak trzeba :)

      Usuń
  6. Dobrze wiedzieć, za jakiś czas rady możliwie, że się przydadzą :)
    A tak poza tym to podziwiam trawnik, idealnie równy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. :) jakbym słyszała samą siebie z tymi remontami :) U mnie remont przeciąga się okropnie i chyba pora pogonić mojego chłopa bo sama się za to nie wezmę tak jak TY :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co z tymi chłopami jest,że takim to opornie idzie,i na dodatek mają taki kompletny brak organizacji,że głowa boli.

      Usuń
  8. Jak mam remont, nawet najmniejszy w domu, to po prostu choruję! Nie cierpię tego całego bajzlu!

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie lubię remontów, ale jeżeli już robimy to też zawsze własnymi siłami. No i niestety też muszę mojego M popędzać.

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś. Twoja obecność jest moją motywacją. Jeżeli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza - odwdzięczę się tym samym, jeżeli zaobserwujesz - również to zrobię.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka