poniedziałek, 14 grudnia 2015

CZASEM TAK JEST...DZIEŃ 260, 261, 262...

Przychodzi taki dzień,że masz wszystkiego dość. Siadasz nad kubkiem zimnej już kawy,i zastanawiasz się co w życiu zrobiłaś źle,gdzie popełniłaś błąd? Dlaczego mąż i dzieci Cię nie szanują? Dlaczego dla obcych zrobią wszystko,a dla Ciebie palcem nie kiwną? Dlaczego Twoje nastoletnie dziecko mówi do Ciebie-"szmato",kiedy tylko odważysz się mu odmówić?
Nie jesteś przecież typem ofiary,należysz do pewnych siebie osób. Mama zawsze Ci mówiła"szanuj się"! To dlaczego tak się dzieje?



Po serii pytań bez odpowiedzi myślisz dalej. Myślisz o tym pierwszym razie,kiedy córka wyzwała Ci od najgorszych,Boże jak to bolało. Potem był kolejny,i kolejny,i bolało coraz mniej,z czasem stało się to codziennością,i zaczęło spływać po Tobie jak po kaczce. Lecz czasem przychodzą takie dni,że płaczesz,płaczesz z bezsilności,bo to Twoje dziecko,jakie by nie było. Wygląda jednak na to,że to właśnie Twoja miłość stworzyła potwora,to,że ten pierwszy raz nie zareagowałaś,i kolejny...no bo to przecież Twoje dziecko...ono nie może być złe,ono zrozumie...może kiedy będzie już zbyt późno,ale zrozumie...

Nasuwają się kolejne myśli dotyczące młodszej córki...Dlaczego,leży przed telewizorem,widząc,że urabiasz sobie ręce po łokcie? Dlaczego,kiedy zwracasz jej uwagę,nic nie mówi,ale nie rusza się z miejsca? Gdzie podziało się to dziecko zawsze skore do pomocy? Czyżby to Twoja wina,bo zawsze ją wyręczałaś,bo nie nałożyłaś obowiązków? Bo to Twoje dziecko,bo jeszcze się w życiu napracuje?

Kiedy i od tego dziecka słyszysz przykre słowa,reagujesz,nareszcie...Masz nauczkę,że gałąź trzeba ugiąć póki jest młoda,nie pozwalasz kolejnej osobie się ranić...

W głowie pojawia się mętlik. Mąż,ten kochający Cię ponad wszystko człowiek...dlaczego nieświadomie Cię rani? Dlaczego ciągle robi coś nie tak?Dlaczego są takie dni,że nic nie robi,bo wie ,że zrobisz to Ty? Tak,sama go tego nauczyłaś,kiedy przez szereg lat załatwiałaś wszystkie sprawy,sprzątałaś,no bo przecież zrobisz to sama najlepiej,on tak nie umie,on zrobi to gorzej. Jemu to pasowało,a teraz masz co chciałaś,denerwuj się,krzycz z bezradności. Nie odzywasz się,znaczy to,że wszystko jest ok,i nie trzeba nic robić.Krzyczysz,to okazuje się,że coś sobie ubzdurałaś,czepiasz się...

I tak kręci się dzień za dniem,tysiące pytań,bez odpowiedzi. Nie masz komu opowiedzieć o swoim żalu,nie masz kogo się poradzić. Zaczynasz pisać,i piszesz,piszesz i piszesz. To daje Ci ukojenie,jest dla Ciebie swoistą terapią,pomaga zapomnieć i czasami zrozumieć. Jednak i to komuś przeszkadza,osobom,których to pisanie nawet nie dotyczy. Piszesz nadal,ale już nie to i nie tak jakbyś chciała. Zawsze wzbraniałaś się przed pisaniem i mówieniem tego,co ktoś chce usłyszeć,nadal tego nie robisz,ale Twoje pisanie jest już mniej"wylewne",już nie dzielisz się każdą myślą,ani każdym żalem. Twoje pisanie już tak nie pomaga ,jak kiedyś...Możesz tylko po cichutku pomyśleć,że ...Czasem tak jest...po prostu...
P.S Napisany post jest wymyśloną historią. Każda zbieżność sytuacji jest przypadkowa,chociaż nie do końca...
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka