środa, 30 grudnia 2015

DZIEŃ 278 - ZLOŚLIWOŚĆ RZECZY MARTWYCH...


Znacie to powiedzenie"złośliwość rzeczy martwych"? Ja znam aż za dobrze, ale nie wiem jak określić inną sytuację.

Wczoraj wieczorem spokojnie położyłam synka spać, był wesoły i zdrowy. Potem obejrzałam serial i... usłyszałam płacz, a raczej krzyk. Synek obudził się z bólem głowy, katarem i gorączką 39 stopni, po godzinie od zaśnięcia. Nigdy nie choruje, może raz w swoim trzyletnim życiu miał taką temperaturę, a tu bach, taka sytuacja, akurat przed imprezą sylwestrową, i to na dodatek pierwszą, jaką organizuję w domu, i chyba pierwszą , jaką ogólnie organizuję. I jak to nazwać? Złośliwość czego? Nietrudno się domyślić, że noc była kiepska, bo syropu nie chciał łyknąć, a czopek jeszcze bardziej go rozdrażnił. Udało nam się pospać jednak kilka godzin. Dziś, na samo wspomnienie czopka, pił syropek bez problemu, przynajmniej tyle. Z tego wszystkiego zapomniałam schować samochód do garażu, a rano zastały mnie zamarznięte szyby...

Oczywiście, jak na złość(rzeczy martwych) skrobaczki znaleźć nie było można, więc wspomagałam się łopatką z piaskownicy synka, która jednak nie wytrzymała i pękła. Wydrapałam tylko takie kółeczko przed kierownicą, i tak ruszyłam, a z czasem klimatyzacja zrobiła swoje, i wszystko się rozpuściło. Przez boczne szyby jednak długo nic nie widziałam. Gdyby nie fakt, że mały jest chory, to na spokojnie oczyściłabym wszystko, a tak, na wariackich papierach odwoziłam brata do Zatoru. Droga w obie strony zajęła mi trzy godziny... trzy godziny zmartwień, co tam się w domu dzieje. Po południu odwiedziła mnie przyjaciółka, i pomogła zrobić na jutro tort sałatkowy i barszcz. Jak tort się uda, to jutro pochwalę się zdjęciem :) Aż wstyd się przyznać, ale pierwszy raz w życiu gotowałam barszcz. Jakoś zawsze myślałam, że to strasznie trudne, no i nie przepadam za nim. Okazało się jednak banalnie proste:) Do tego zaserwuję bułeczki z pieczarkami i serem. Będzie przekąska jak się patrzy :)Tak szczerze mówiąc, to jakoś nie spieszno mi do tej imprezy, chyba nigdy nie lubiłam sylwestra. Dla wielu osób sylwester to czas podsumowań i postanowień, a dla mnie to kolejny rok za mną ,kolejny czas, który minął , i jakoś mi smutno, że jeszcze niedawno był sylwester 2014/2015, a tu ani się obejrzałam i już 2015/2016. Postanowień też nie robię, bo to taki pic na wodę. Więc z czego tu się cieszyć? No chyba, że z tego, że ciągle spędzamy go razem z mężem i dziećmi, że nadal jesteśmy w komplecie, i jeszcze ze starego jak świat kawału, który mój tata od sześćdziesięciu lat powtarza zaraz po godzinie dwudziestej czwartej - "ciągnie się ten rok jak cholera". To jego powiedzenie , to już wręcz tradycja, i wiem, że teraz mnie wkurza ,a kiedyś będzie mi go brakowało. Mam jeszcze jeden powód do świętowania - jutro mija dokładnie rok, odkąd zaczęłam pisać tego bloga(wcześniej przez tydzień działałam na onecie). Jak dziś pamiętam, jak Dawid z Testandwrite, pomagał mi go przenosić z onetu, zamiast bawić się na imprezie sylwestrowej:) Nawet pomysłu nie miałam, na to, o czym pisać. A tu minął już rok, pomysł się znalazł, i to nie jeden. I tylu wspaniałych ludzi poznałam, i tylu czytelników zdobyłam:) I czasem czuję stres przed pisaniem, bo kiedy widzę, że sześćset osób dziennie wyświetla moje posty, to boję się, czy nie palnęłam jakiejś głupoty czy literówki. Wraz z nowymi czytelnikami, nauczyłam się jednak systematyczności i mobilizacji, do tego, żeby zwracać uwagę właśnie na błędy i literówki. Wiem, że to nieuniknione, ale staram się z całych sił. Bardzo cieszy mnie też to, że to moje pisanie, o różnych rzeczach, czasem głupotkach, pozornie nic nie znaczących, podoba się. No bo chyba się podoba skoro mnie czytacie ;) Wiem, wiem, daleko mi do super blogów z milionami wyświetleń. Daleko mi do super postów, ale cieszę się, że to moje"nie super" też komuś się podoba :)

Teraz zdradźcie mi tajemnicę na Wasze sylwestrowe plany?

17 komentarzy :

  1. Czytałam o Twoim synku na FB :(
    Twój blog jest lepszy od tych idealnych, bo nie jest sztuczny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Twój blog czyta się z przyjemnością :) zdrówka dla synka

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję, że synkowi się poprawi i będzie lepiej. Ja tam lubię czytać Twojego bloga bo wiem, że wszystko co napiszesz jest szczere a nie na pokaz.
    Sylwester w domu w małym gronie i to mi w tym roku wystarczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas też w domu :) tylko dzieci będzie więcej niż dorosłych.

      Usuń
  4. Potrzeba matką wynalazku! Łopatką jeszcze nie skrobałam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie też syn zachorował ale przed Wigilią, chyba jakiś wirus panuje, miał gorączkę 2 dni i ucho go bolało, a po Świętach już mu przeszło.
    Sylwestra spędzamy w domu, dostaliśmy zaproszenie do znajomych, ale ja nie jestem zbyt imprezowa i w domu czuję się najlepiej, może przed północą wybierzemy się do centrum mojej wsi, coby sobie obejrzeć fajerwerki :).
    Szczęśliwego Nowego Roku! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się wydaje ,że to wirus,bo mój dostał gorączki po wizycie jego kuzyna,który dzień wcześniej miał gorączkę. Też nie lubię imprez,kiedyś lubiłam,ale chyba się starzeję.

      Usuń
  6. Szczęśliwego nowego roku kochana!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystkiego co najlepsze i najpiękniejsze na nadchodzący Nowy 2016 Rok !

    OdpowiedzUsuń
  8. mówisz, że Tobie daleko do tych "lepszych" blogów. mnie wiele brakuje do Ciebie. W zasadzie dopiero raczkuję.
    U nas się pojawił lekki katar rano. A barszcz gotuję od 3ch lat. Dokładnie 3 lata temu ugotowałam swój pierwszy barszcz na wigilię, ale w razie niewypału miałam tytkę ;) tytkę w końcu wyrzuciłam, a barszcz gości u nas dość często ostatnio :)

    zdrowia dla Synka!

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj miejmy nadzieję, że to tylko zwiastuje mega udany przyszły rok :D
    My imprezkę też robi w domu razem z rodzicami i dziadkami. A niech nacieszą się nami xD

    OdpowiedzUsuń
  10. My również Sylwester w domu, z dzieciakami :-) Aczkolwiek nie przeszkodziło mi to odziać się w sylwestrową kieckę i wykonać wieczorowy makijaż :P

    OdpowiedzUsuń
  11. trzymamy kciuki by synkowi szybko przeszło!

    OdpowiedzUsuń
  12. O kurcze współczuję, ale nie martw się wszystko będzie dobrze. Dużo zdrówka życzę dla synka.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś. Twoja obecność jest moją motywacją. Jeżeli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza - odwdzięczę się tym samym, jeżeli zaobserwujesz - również to zrobię.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka