sobota, 12 marca 2016

DZIEŃ 348, 349 - JA TAM BYŁAM, MIÓD I WINO PIŁAM...



Dwa dni minęły od ostatniego pamiętnikowego wpisu. Fajerwerków w tym czasie nie było, ale jedno się zmieniło. Mój mąż się ogarnął i w jeden wieczór wyrównał ściany i pomalował. I po co była ta cała zadyma? Nie mógł tak od razu? Średnio raz na trzy miesiące, czasem częściej, trzeba nim "potrząsnąć", a potem znów jakiś czas jest spokój. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że jak wrzeszczę, to on narzeka, że się drę, a jak nic nie mówię, to on nic nie robi sam od siebie. Wypośrodkować się tego nie da, chyba, że mam tłumaczyć jak dziecku, co i kiedy ma zrobić i jak zrobić. Dobrze, że z toalety sam korzysta. Wydaje mi się, że znalazł sobie taki sposób na życie, czekać maksymalnie długo i przez to zaoszczędzić sobie kilka dni wolnego od prac domowych. Owszem zrobi wszystko co trzeba i to bardzo dobrze, tylko strasznie długo to trwa zanim się za tą pracę zabierze. Nigdy nie zrozumiem czemu mężczyźni, oczywiście nie wszyscy, nie mają w sobie poczucia obowiązku? Robią tylko to co muszą, a i to nie zawsze. Za to do jedzenia, piwa i seksu to ich namawiać nie trzeba.
Wspominałam ostatnio, że wybieram się dziś na imprezę urodzinową do przyjaciółki, niestety impreza została przesunięta, bo jednej ze stałych bywalczyń pochorowało się dziecko. Oj dzieci potrafią pokrzyżować plany na całego. Ciuchy kupiłam na tą okazję, a tu trzeba poczekać na ich premierę. W zamian za to mój tata zrobił imprezkę, też urodzinową. Urodziny ma we wtorek, ale zależało mu żeby wszyscy byli, bo jutro moja córka już wraca do bursy. Kupiliśmy ciacha, zamówiliśmy dwa razy pizzę 40 cm., wino też się znalazło i impreza gotowa. Swoją drogą dopiero dziś się dowiedziałam, że w mojej wsi robią pizzę i to bardzo dobrą :), co mnie bardzo cieszy, bo ta z Biedronki nieco mi się przejadła. Kiedy tak patrzę na mojego tatę podczas kolejnych już urodzin, to zaczynam się bać cholernego upływu czasu. Różnie między nami bywało, on nerwowy, ja tak samo, jedno i drugie nie chciało odpuścić, ale teraz jest bardzo dobrze, i nawet gdyby nie było, to tata jest zawsze tatą. Nie chcę żeby go kiedyś zabrakło, nie chcę przeżywać jeszcze raz tego, co było po śmierci mamy...nie chcę...



Daliśmy radę zjeść tylko jedną pizzę, a druga zostanie prawdopodobnie na śniadanie, jeżeli mąż jej nie pożre. Co do wina, to wypiłam dwie lampki i... dwie godziny musiałam to odespać. Padłam jak kłoda, a moja rodzina od niepamiętnych czasów starała się cicho zachowywać. Toż to cud. Podejrzewam, że mąż ma w tym swój niecny cel, bo ostatnio zasypiałam zanim on położył się spać, ważne jednak, że mogłam pospać. Nie do końca wino sprawiło, że poczułam się senna, swoje robi też pogoda za oknem. Od trzech dni pada i pada, że nie chce się wychodzić z łóżka. O ile wczoraj miałam mnóstwo energii, co zaowocowało błyszczącym domem i porządkiem w szafach (to chyba dzięki nowym schodom), to dziś  wlazł we mnie leń. Sobota i niedziela to chyba jedyne dni w tygodniu, kiedy na to lenistwo mogę sobie pozwolić. Synek cały weekend wisi u boku taty superbohatera,  ratują świat na koniach na biegunach, łapią złodziei i wymyślają inne męskie zabawy, a ja mam spokój. Kocham mojego synka bardzo, ale po całym tygodniu sam na sam z nim mam serdecznie dość. Chwilami odnoszę wrażenie, że cofam się w rozwoju i mam ogromną ochotę pobyć wreszcie z kimś dorosłym. Wracając jednak do pogody za oknem - pogoda może tego nie zwiastuje, a w górach widać jeszcze śnieg, jednak to co znalazłam, ewidentnie wskazuje, że ona nadchodzi... jest tuż, tuż.





Super prawda? Jutro, jeżeli chociaż na moment przestanie padać, wybieramy się w poszukiwaniu bazi na palmę, bo Niedziela Palmowa już za tydzień :). Bardzo lubię Wielkanoc, chyba bardziej od zimowych świąt, tylko troszkę żałuję, że nie wypadają później, kiedy jest ciepło. Pamiętam jakieś dziesięć lat wstecz, córka z koszyczkiem ze Święconką szła w cieniutkiej sukieneczce, a teraz wygląda na to, że kozaki będą potrzebne. I w tym momencie mam do Was pytanie. U nas jest tak, że po śniadaniu wielkanocnym dzieci biegną na dwór szukać prezentów od zajączka. Oczywiście wcześniej robią odpowiednie gniazdko na ten prezent, niestety zajączek zawsze zostawia upominek w całkiem innym miejscu. Czy u Was też jest taka tradycja?

13 komentarzy :

  1. Ale ładnie już u Ciebie :) W moim ogrodzie jeszcze nic nie budzi się do życia. Ale bazie już mam :)
    U nas też jest taka tradycja, że ostawia się jakieś upominki w różnych miejscach na dworzu a dzieci szukają ale gniazdek nie robimy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak to jest z tymi chłopami, czasami myślę, że wypadli z jednego wora. Raz na jakiś czas trzeba zrobić rozpierduche bo inaczej z nimi nie można, ewentualnie można peknac ze złości albo umrzeć ze starości czekając aż się domyślić :-B
    Nie ma jak uroki siedzenia w domu z dzieckiem, wiem jak to jest sama długo byłam w domu z córką, czasami trzeba odreagować, matka nie znaczy że robot też potrzebuje oddechu :-)
    U mnie na Wielkanoc nie ma takiej tradycji :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. OOO u ciebie już wiosna, a u mnie od kilku dni mokro i ponuro :( U mnie na razie przerwa w szukaniu prezentów od zajączka - maluch jeszcze za mały, a starsze już z tego dawno wyrosły, a szkoda .

    OdpowiedzUsuń
  4. jakoś tak szybko leci czas do świąt:)
    Pizza widzę spora:)

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas jeszcze wiosny nie widać, mój P. to też ciężki przypadek, bo poza pracą i zabawą z córką o wszystkim trzeba mu przypominać! A zajączek, no cóż tutaj nie ma zwyczaju prezentów od zajączka ale za to dyngus nadal jest mokry, choć czasem pogoda płata figla i zamiast polewania wodą, dzieciaki rzucają się śnieżkami ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wczoraj jak czytałam post to myślałam,że zjadłabym sobie taką pizze ;) fajnie, że są już pierwsze oznaki wiosny :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pyszna pizza! U mnie też już pierwsze znaki wiosny. :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. na początku - tacie sto lat!
    ja od zawsze mieszkam w bloku/kamienicy, więc nie ma opcji szukania prezentów na dworze. Tak po prostu, dajemy prezenty od zajączka po śniadaniu.

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas wiosna jakoś nie chcę się pokazać :P Chyba musimy sobie same kwiatki kupić tylko, że nie mamy do nich rączek i góra tydzień żyją xD

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie zabawa z szukaniem prezentów od zajączka była tylko gdy byłam mała, teraz zwyczajnie sie daje prezenty przy stole albo w ogóle. Tradycja jakoś uciekła gdy dzieci w domu już nie ma.
    Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  11. A u mnie nie ma takiej tradycji.. niestety :( Nigdy nie było prezentów od zajączka..

    OdpowiedzUsuń
  12. Prezenty drobne dzieci dostaja ale bez zadnego ukrywania. Jak wiesz od czterech lat poswiecam sie wychowywaniu szkrabow a co za tym idzie nigdzie nie wychodze, nie narzekam bo tego pragnelam ale....Ale czasem bym chciala gdzies wyjsc z przyjaciolka i zrobic cos dla siebie ale....ale jak wiesz maz tylko na weekendy jest wiec nie mam komu dzieci zostawic. Nadzieje pokladam w wyjezdzie do Gdanska do mojej Mamusi, moze wtedy wyrwe sie gdzies z mezusiem lub kolezankami z czasow szkolnych.

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś. Twoja obecność jest moją motywacją. Jeżeli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza - odwdzięczę się tym samym, jeżeli zaobserwujesz - również to zrobię.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka