piątek, 6 maja 2016

DZIEŃ 401, 402, 403 - ZWYCZAJNE ŻYCIE, ZWYCZAJNEJ KOBIETY...


Pieczenie chleba, metodami prób i błędów, wyjazdy do szpitala, pranie, sprzątanie i czytanie, to moja codzienność w ostatnim czasie. Ot, takie sobie zwyczajne życie, zwyczajnej kobiety...


Sen z powiek spędza mi ostatnio sprawa wyjazdu nad morze na turnus rehabilitacyjny. Zrobiliśmy głosowanie domowe i dwie osoby (synek i najstarsza córka) jest za, dwie przeciw, a ja wstrzymuję się od głosu. Rozważam ciągle za i przeciw. Za jest fakt, że moje dziecko (najmłodsze) nie choruje na górne drogi oddechowe, bo od maleńkiego jeździ nad morze i to, że pewnie byłaby to dla niego odmiana. Przeciw są sprawy finansowe, bo wyjazd całej naszej rodziny to konkretny wydatek. Pamiętam też ubiegłoroczny wyjazd, gdzie wszystko kręciło się koło synka i my z mężem nie mieliśmy chwili dla siebie. Ciągłe marudzenie dzieci dałoby się wytrzymać przez tydzień, ale dwa tygodnie było męczarnią. Teraz kiedy synek jest o rok starszy, cały turnus spędzilibyśmy pewnie na placu zabaw. Taniej chyba wyjdzie całodniowy pobyt na placu zabaw u nas na miejscu. Usiłuję wysłać najstarszą pociechę samą, ale... ona nie chce sama, mimo, że ma tam całą paczkę znajomych, ona chce z mamusią (myślałby kto). Myśleliśmy w zamian pojeździć po okolicznych atrakcjach, ale ciągle mi w głowie siedzi to Sarbinowo. Z jednej strony chcę pojechać, a z drugiej mi się nie chce. Szala przechyla się też mocno w stronę "niejechania", bo za te pieniądze mogłabym sobie zrobić wypasioną łazienkę. Co robić?

Druga rzecz, która zajmuje mi sporo czasu to pieczenie chleba. Zaopatrzyłam się w automat do wypieku i próbuję :). Biały chleb mam już w jednym palcu, ale nie znalazłam jeszcze idealnego przepisu na chleb ciemny. Wczorajsza próba skończyła się zakalcem, bo cała moja gromadka chciała pomagać, a gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść. Już w trakcie wypieku przypomnieliśmy sobie o braku oleju w cieście i wyszło, co wyszło. Dziś kolejna próba, na spokojnie, z mocno zmodyfikowanym przepisem zakończyła się sukcesem. Chlebek jest ciemny, ma w sobie ziarna słonecznika i mak w chrupiącej skórce :). Powiem Wam, że taka maszyna to świetna sprawa. Wiem, że mogłabym to samo zrobić w piekarniku, ale tutaj nic nie muszę robić oprócz wsypania produktów do formy i ustawienia programu i tym samym zaoszczędzam czas, który mogę poświęcić dzieciom lub zwyczajnie przyjemnościom, a do tego mam pyszny, zdrowy i bez spulchniaczy chlebek. I ten zapach rozchodzący się po domu - coś pięknego. Pierwszego dnia ustawiłam czas pieczenia na trzy godziny i chleb był świetny, ale następnym razem zaryzykowałam i ustawiłam program 1, 5 godzinny i... wypiek również okazał się idealny. I tak sobie próbuję codziennie czegoś nowego. Mam w planach jeszcze keks, chleb z pestkami z dyni i dżem, bo maszyna takowy również robi :).



Kolejna rzecz, która uszczupliła mój czas o kilka godzin, to wizyta z mężem w szpitalu onkologicznym. Pisałam Wam, że poprzednia chemioterapia przestała działać i dostał nową. Trochę się martwię, bo ta nowa nie powoduje u męża żadnych skutków ubocznych, a jeżeli nie ma skutków ubocznych, to znaczy, że nie działa. Zmniejszyła się też liczba badań jakie robili mężowi. Kiedyś miał tomograf co dwa miesiące, teraz co pół roku. Wygląda na to, że spisali go na straty. Nie wiem dokładnie jak się kwalifikuje chorych na raka, ale wygląda to mniej więcej tak, że biorąc Sutent (pierwsza chemia) należy się do osób, które mają szansę na wyleczenie. Kiedy Sutent przestaje działać "oddelegowują" chorego do drugiej grupy, bardziej narażonej na kolejne przerzuty i tu już nie masz się tak dobrze. NFZ wychodzi z założenia, że po co badać chorego, który i tak ma marne szanse. Przykre prawda? Z drugiej strony myślę, że takie ciągłe badania i czekanie na wyniki jest mocno stresujące i może lepiej, że teraz są rzadziej.

Ostatnio pisałam Wam o syropie z młodych pędów sosny i świerku KLIK i dziś mój już jest "nastawiony", więc i  na Was czas :). Zobaczycie jak w zimie taki Pini własnej roboty się przyda :). W najbliższym czasie będziemy robić syrop z kwiatów czarnego bzu :).


I na koniec pokażę Wam moją azalię, posadzoną w tym roku i już tak odwdzięczającą się kwiatami :).

19 komentarzy :

  1. ja pewnie bym nie pojechała. sama mowisz, że się tylko męczysz, lepiej pojeździć na takie okoliczne atrakcje + zrobić remont łazienki ;)
    chlebek wygląda mniam. aż dziwne że się na takie cudo zdecydowałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To z lenistwa się zdecydowałam, bo mi się nie chce chodzić do sklepu ;).

      Usuń
  2. My w tym roku pierwszy raz wyjezdzamy z dziecmi na wakacje, a w sumie to ja jade bo maz dolaczy do nas tylko na tydzien. O tyle dobrze mam, ze jade do domku letniskowego rodzicow wiec nocleg mam za darmo :-) bedziemy chodzic po lesie i cieszyc sie przyroda. Zainspirowalas mnie tym chlebkiem i chyba sie pobawie w kuchni, a ze nie mam takiego sprzetu to siee troche ubrudze :-) co do naszego NFZ i leczenia onkologicznego to przekonalam sie, ze niektorzy pacjenci nie maja szans na nic jesli tylko przekraczaja normy odgornie przyjete :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bym bez męża nie dała rady. Jeździliśmy przez sześć lat, bez przerwy i chyba czas odpocząć.

      Usuń
  3. Marzy mi sie morze;) ale właśnie ze względu na oszczędności wybieram coś tańszego i bliżej. heh.. wakacje to fajny czas ... ale łazienka będzie pewnie dłużej cieszyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do tej pory nie myślałam oszczędnościach, ale ubiegły rok mi tak dał w kość nad morzem, że teraz chyba wolę łazienkę.

      Usuń
  4. To może lepiej będzie jak nie wyjedziecie i skorzystacie z okolicznych atrakcji ;) Chlebek wygląda smakowicie :-) Życzę mężowi dużo zdrowia i może nie ma się co martwić na zapas , bo akurat będzie dobrze :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak chyba zrobimy, bo bez sensu wydac tyle pieniędzy i się męczyć. dziękuję za życzenia.

      Usuń
  5. Domowy chlebek najlepszy :) Coś pysznego :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja zawsze jestem za wyjazdem :) Chleb piękny, azalia u mnie też kwitnie, a pędów sosny też będę robić (póki co dziś i jutro tworzę miody z mlecza :P )

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja dwóch tygodni na wyjeździe z Bąblem też chyba bym nie wytrzymała - bo Młody przeważnie już po 4-5 dniach zaczyna być nie do zniesienia, wyraźnie tęskni za domem i żadne atrakcje już mu nie pasują. Dlatego w tym roku robimy sobie kilka wypadów, ale za to krótszych - i dzięki temu będzie też bardziej różnorodnie, bo i morze, i góry zobaczymy :)

    Chleba nigdy sama nie piekłam i raczej się na to nie zanosi, ale Twój wygląda naprawdę zachęcająco :)

    A odnośnie Męża - faktycznie cholernie przykre to wszystko, ale jednak mam nadzieję, że się mylisz w swojej ocenie sytuacji i że nie został przez lekarzy spisany na straty.Trzeba mieć nadzieję i walczyć, może jakichś jeszcze innych opcji leczenia (zagranicznych?) poszukać?

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój mąż zawsze mówi tak "co mam w dupie to i hakiem mi nie wyciągną" dlatego odkładamy cały rok kasę, żeby latem móc gdzieś wyjechać. Fakt, że u nas łatwiej bo nas jest trójka.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jaki pyszny chlebek. Na pewno dużo lepszy niż taki ze sklepu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chlebek wygląda smakowicie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Marzy mi się taki automat do wypieku chleba, nie ma to jak swojski, domowej roboty chlebek :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Też kiedyś brałyśmy sie za wypiek chleba ale poległyśmy 4krotnie na zakwasie :P
    Co do wyjazdu to trudno powiedzieć, my nigdy takich wyjazdów nie lubiłyśmy i bardziej skłaniałybyśmy się ku nowej łazience :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękna ta Twoja azalia!!!
    Nie bądź pesymistką :) To, że nie ma skutków ubocznych, nie znaczy , że nie działą-myśl pozytywnie, przecież potrafisz :)
    Może i lepiej spędzić z synkiem cały dzień na placu zabawa u Was na miejscu, ale nad morzem to zupełnie inne powietrze :)))

    OdpowiedzUsuń
  14. Co do morza to ja nie lubię leżeć na plaży i takie tam, więc nie pomogę, do tego wolę Wasze rejony Polski, te południowe ;) chlebek piękny, aż czuję jego zapach :) a za męża cały czas trzymam kciuki :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś. Twoja obecność jest moją motywacją. Jeżeli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza - odwdzięczę się tym samym, jeżeli zaobserwujesz - również to zrobię.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka