poniedziałek, 6 czerwca 2016

DZIEŃ 432, 433, 434 - WEEKEND W HARDCOROWYM STYLU...


O tak, to był hardcor w pełnym tego słowa znaczeniu. Dwóch trzylatków, z ciągłym konfliktem interesów, trzy zbuntowane nastolatki, szalona kuzynka i mój mąż... Zestawienie nie do pobicia...

Pamiętacie jak się cieszyłam z babskiego wieczoru? No cóż, wieczór był, nawet z piwkiem, ale byłyśmy tak zmęczone, że po nim od razu szłyśmy spać. miałyśmy też oglądać Greya, ale zrezygnowałyśmy, bo w piątek zepsuł się telewizor, więc nowy kupiłam dopiero w sobotę. Po za tym wolałyśmy zamiast oglądania, plotkować sobie na balkonie. Kiedy już telewizor się pojawił i dzieciaki wyczuły, że ma internet, to nie było szans się do niego przepchać. Oczywiście prym wiedli najmniejsi, trzyletni, no bo teraz bajki są takie duże. Tak na marginesie, to zastanawia mnie, dlaczego mój blog jest na telewizorze z czarnym tłem? Też go tak widzicie? W sumie to nawet nie protestowałam, bo kiedy oni oglądali, to my mieliśmy spokój. Powiem Wam, że ich energia mnie zaskakuje. Jest niespożyta. Biegali, krzyczeli, zabierali sobie zabawki, bo zawsze podobała im się ta sama, mimo, że obok były dziesiątki innych i wariowali na całego. Obaj spoceni, że koszulki można było wykręcać. Ani się obejrzeliśmy jak wpakowali się do basenu, który teoretycznie powinien być pusty, niestety była tam malutka kałuża po deszczu. Kuzyn mojego synka już przyjechał z katarem, a moje dziecko po wejściu do tej wody miało tak lodowaty tyłek, że katar pojawił się już dziś w nocy. Mimo tego, że byliśmy zmęczeni ich dziecinnym wigorem, to przyjemnie się patrzyło jak synek potrafi bawić się z rówieśnikiem i jaki jest z tego powodu szczęśliwy. Dzięki temu moje obawy związane z jego pójściem do przedszkola są mniejsze. Świetnie sobie poradził i nawet nie miał żadnych urazów. W niedzielę, przed odjazdem poszliśmy jeszcze na spacer, w okrojonym składzie, ale najwytrwalsi poszli. Wyobrażacie sobie jaka to frajda łowić ryby na wędkę na niby i złowić nieżywego raka? Co najmniej jakby wygrać szóstkę w totka. Zastanawiam się jak radzą sobie mamy, które mają dzieci w podobnym wieku? Może rodzeństwo jest ze sobą bardziej obyte i tak nie szaleje, jak dzieci, które widzą się od czasu do czasu. Pewnie tak, bo moje dzieciaki w domu też nie rozrabiają ze sobą, a przy rówieśnikach całkiem inaczej się zachowują. Z tym, że między nimi jest spora różnica wieku (3, 12 i 17 lat) więc raczej wspólnego języka w rozrabianiu i tak nie mają.



Dziś rano na facebooku pisałam, że zamierzam zająć się "nicnierobieniem", niestety nie wyszło. Kiedy zobaczyłam te plamy na kanapie, popcorn pod półkami i ogólny misz masz w domu, to trzeba było zakasać rękawy i brać się do pracy. Przy okazji zrobiłam przegląd kosmetyków, które niepotrzebnie chomikowałam, wiedząc, że i tak niektórych nie będę używała. Do śmietnika poszedł pełny worek kosmetyków, a maski do włosów i żele pod prysznic podaruję kuzynce, która takie rzeczy stosuje. Ja nie używam ani jednego, ani drugiego. Zostawiłam sobie po jednej sztuce, tak na wszelki wypadek. I takim oto sposobem w łazience zrobiło się o wiele więcej miejsca. Powiem szczerze, że takie dni jak kilka ostatnich dają w kość, ale jestem z nich bardzo zadowolona. Było miło, wesoło i rodzinnie. Byłabym zapomniała. W sobotę wieczorem siedziałyśmy sobie na balkonie z Lordem Somersby i słyszymy gdzieś muzykę, taką festynową. Wydawało się, ze to dość blisko się odbywa, więc wiele nie myśląc, odstawiłyśmy się i poszłyśmy na festyn... którego nie było, przynajmniej nie w promilu pięciu kilometrów... Mąż miał z nas niezły ubaw, kiedy wróciłyśmy po pół godzinie :). Taka to jest na tej mojej wiosce, cicho, głucho i nudno... Kiedy odwiozłam kuzynkę i jej dzieci, a potem wróciłam do domu, to nagle zrobiło się tak cicho, aż dziwnie. W każdym razie takie spotkania trzeba powtarzać jak najczęściej.

Dziś od rana odwiedził mnie kurier z takim oto zestawem maseczek, bardzo kolorowych i owocowych :) i niebawem będzie na blogu ich recenzja, ale już czuję, że będą świetne, albo przynajmniej ich zapach będzie rewelacyjny. Co do bloga, to wciągu ostatnich trzech dni narobiłam sobie tyle zaległości w postach i czytaniu książek, że mam obawy co do dotrzymania terminów. Trzeba się więc wziąć ostro do nadrabiania :).


Jak Wy się zapatrujecie na takie spotkania rodzinne? Lubicie?

9 komentarzy :

  1. Oj lubię :) U mnie na co dzień cisza i spokój więc takie spotkania to u mnie bardzo chętnie a szczere rzadko mamy gości ;) Weekend pomimo głośny to udany :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To łowienie najlepsze ;-) Widzę, że się działo - i tak powinno być! :-) A dzieciaki- pocieszę Cię, że moje też mają niespożytą energię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jednym słowem ciekawy weekend :)

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas na razie jest odwrotnie - Bąbel w towarzystwie innych dzieci robi się niesamowicie grzeczny i nieśmiały, wstydzioch taki ;) Dopiero po jakimś czasie zaczyna bardziej brykać, ale i tak daje nam zdecydowanie mniej popalić, niż kiedy jest sam. Może dlatego, że jedynak - i jest w szoku, jak nagle trafi mu się jakiś kompan do rozrabiania ;)

    U nas rodzinne spotkania wyglądają tak: jeden Bąbel plus reszta dorosłych. Nie ma niestety w naszej familii innych dzieci w jego wieku, więc wszystkie ciotki i babcie mają tendencję, żeby go osaczać jako jedynego malucha w tym gronie. Dlatego nie lubimy rodzinnych spędów i z uporem ich unikamy ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś lubiłam rodzinne spotkania, ale od jakiegoś czasu nie przepadam za takimi spędami, gdyż nasze relacje nieco się oziębiły.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja bardzo lubię spotkania rodzinne. :)
    Twoj blog widzę na białym tle.
    Moje dziecko na szczęście nie ma problemu z nawiazywaniem znajomości z dziećmi w swoim wieku czy nawet tymi trochę starszymi. Nawet lepiej bawi się ze starszymi niż tymi trzylatkami. :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. dzieje się u Ciebie. fajnie czasami tak odstawić laptop wek, mieć czas dla siebie i rodziny. u mnie ostatnio takie odstawienie laptopa tra dość długo. zaległości mam tyle, że szkoda gadać.

    OdpowiedzUsuń
  8. Spotkania rodzinne lubię, jesli mam przy nich pomocne dłonie :) Plotki na balkonie? To o wiele lepsze niż oglądanie filmu :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś. Twoja obecność jest moją motywacją. Jeżeli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza - odwdzięczę się tym samym, jeżeli zaobserwujesz - również to zrobię.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka