niedziela, 19 marca 2017

"KOBIETA. KTÓRA WIEDZIAŁA ZA MAŁO" - DANIEL KOZIARSKI...


Mówią, że mężczyzna nigdy nie zrozumie kobiety i coś w tym jest. Może nie zrozumie, albo nie chce zrozumieć? Daniel Koziarski, autor powyższej książki spróbował i napisał powieść z punktu widzenia kobiety. Czy mu się to udało?






Nie oceniaj książki po okładce, to powiedzenie często słyszę. Jednak w moim przypadku to właśnie okładka często decyduje o wyborze powieści do recenzji. Tak było i tutaj. Coś mnie w niej urzekło i wołało do mnie - "przeczytaj mnie". Przeczytałam więc. Czy było to dobry wybór, o tym dowiecie się na samym końcu.

Ona - Marzena Wierzba, autorka "babskich" książek, kobieta w średnim wieku, mająca dorosłe dzieci i będąca na życiowym rozdrożu. Egoistyczna i zimna.  Mąż rzuca ją dla młodszej, synek okazuje się być gejem, córka cały wolny czas spędza z chłopakiem, a wiernego psa zabija pewna psychofanka autorki. Wierzba ma więc sporo czasu na rozmyślania, pisanie powieści, snucie marzeń erotycznych i na zabawy ze swoim przyjacielem na baterie.  W tym właśnie momencie powstaje w jej głowie pomysł na nową książkę o wyzwolonej kobiecie w kwiecie wieku o "wdzięcznym" tytule - "Dziennik Suki". Można by pomyśleć, że będzie to opis jej życia i jest, ale życia, jakie chciałaby mieć...
Nie wiem co powiedzieć o tej powieści... jest taka... zwykła, jak ludzkie życie. Szara codzienność, zwyczajne kłopoty, wewnętrzne rozterki i odwieczna chęć bliskości. Wielowątkowa, ale przejrzysta.  Pokazuje jak rzeczywistość jest różna od książkowej. Zagłębiając się w lekturę, miałam poczucie, że książkę napisała kobieta, aż do momentu opisu pierwszej erotycznej sceny - wulgarnej i jak to mówią "z grubej rury". Daniel Koziarski jeżeli o sceny erotyczne chodzi, porwał się z motyką na słońce. Zabrakło kobiecej wyobraźni, subtelności i romantyzmu - tak seksu nie widzi kobieta.

Za to kreacje bohaterów, których jest tutaj sporo, udało się autorowi pokazać oryginalnie i każdego inaczej. Mimo, że żaden z nich nie wzbudził mojej sympatii, to na pewno  każdy jest "jakiś", co w książkach jest bardzo ważne, żeby fabuła nie zlewała się w jedno "nie wiadomo co". Ich życie mnie zaciekawiło do tego stopnia, że czytałam z prędkością światła, aby jak najszybciej dowiedzieć się co będzie dalej. Niby nic, niby zwykła, wielowątkowa historia, a jednak wciąga niezauważalnie i nie pozwala przestać czytać.

Miejsce w fabule znalazło się również dla blogerów książkowych, których Daniel Koziarski ukazał w złym świetle, jako powierzchownych, a ich recenzje bez żadnej wartości. Hmmm, no cóż... szkoda! Nie wiem teraz czy pisać tak, żeby to okazało się prawdą, czy pokazać, że autor nie ma racji. Uznajmy najlepiej, że ten wątek to fikcja literacka ;)

Wielki plus ode mnie za poczucie humoru, którego tutaj nie zabrakło. Minus za scenę, w której psychofanka Marzeny zabija jej psa i to w okrutny sposób. Ta scena była tutaj niepotrzebna. Odniosłam wrażenie, że to takie szukanie sensacji na siłę. Owa scena niczego do powieści nie wniosła, a tylko spowodowała niesmak, nawet większy niż opisy seksu.

I wróćmy jeszcze do okładki - nadal mi się podoba, ale do czego się odwołuje, albo do kogo - tego do teraz nie rozumiem. Kobieta na niej na pewno nie jest kobietą po czterdziestce, więc do głównej bohaterki odniesienia nie ma. Hmmm, sama nie wiem.

Podsumowując - ciekawa opowieść, raczej dla starszych czytelników, szukających w literaturze czegoś, co nic do życia nie wnosi, ale czyta się lekko. Inaczej mówiąc, powieść dla zabicia czasu. Czy polecam? Tak, jeżeli nie macie niczego lepszego w zanadrzu.






Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Cieszę się, że tu jesteś. Twoja obecność jest moją motywacją. Jeżeli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza - odwdzięczę się tym samym, jeżeli zaobserwujesz - również to zrobię.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka