piątek, 9 lutego 2018

"NOWE OBLICZE GREYA"... TO JUŻ JEST KONIEC...




W dzisiejszym dniu w Polsce odbyły się premierowe pokazy trzeciej części "Pana Szarego". Książki i filmy z tej serii traktuję bardzo sentymentalnie, bo zapoczątkowały u mnie pewnien nowy etap w życiu ( i nie mam tu na myśli BDSM), ale staram się być też obiektywna. Do dziś myślałam, że pierwsza część jest tą najlepszą, z racji oprawy muzycznej i tego, że była całkiem nową tematyką na rynku kinowym, jednak po dzisiejszym seansie zmieniłam zdanie.




Kiedy w ubiegłym roku wyszłam z kina, byłam nieco rozczarowana. Zabrakło mi wtedy muzyki, która zapada w pamięci, pięknych scen seksu i niezapomnianych wrażeń wizualnych, tak charakterystycznych dla pierszej części. Przeszkadzało mi też komediowe podejście do filmu, jakby reżyser naigrywał się z fabuły. Ogólnie podobało się, ale za mało :)

Tym razem moje nastawienie było sceptyczne, zwłaszcza, że film reżyserowała ta sama osoba, a i obie części były kręcone równolegle. Jakiż przeżyłam szok. To całkiem inna bajka, jakby dwóch innych reżyserów. Od dziś mogę śmiało powiedzieć - tak, jestem "niewyżytą gospodynią domową" i tak - dobrze mi z tym. Płakałam (chyba pierszy raz w kinie), wzruszałam się, cieszyłam i drżałam z rozkoszy...  Było tak, jak być powinno, a śpiewający Christian, ach, szlałam jak nastolatka.

Nie napiszę nic o muzyce, bo nawet jakoś specjalnie jej nie słuchałam, ale kiedy zabrzmiała pamiętna posenka Ellie  Goulding i w fabułę wkradły się wspomnienia z "50 twarzy Greya" pękłam. Tego było mi trzeba, mnie i mojej romantycznej duszy. Słodko, uroczo, romantycznie, ale i mądrze, bo wprawne oko widza zauważy, że seria "Grey" to nie tylko romans czy erotyk, ale film pokazujący psychologiczną przemianę bohaterów.

Nie zabrakło również super samochodów, super widoków i super akcji, a silnik Audi będzie "mruczał" w mojej głowie jeszcze długo. Widok nagiego Christiana też nastrajał pozytywnie - gdyby jeszcze w pewnych momentach scen seksu kamera zechciała zjechać ciut niżej byłoby fanomenalnie ;). Co do gry aktorskiej - ciężko się wypowiedzieć, bo i pola do popisu nie mieli wielkiego, ale chyba nie jest tak źle, skoro za każdym razem w kinach zjawiają sie tłumy. 

Za mało, za mało, za mało. Bardzo, ale to bardzo zabrakło mi niektórych scen z książki, które śmiało mogły być pokazane gdyby film trwał tyle samo co poprzednie części. Nie pozostaje mi jednak nic innego, jak czekać na płytę dvd, w której zapowiadane są dodatkowe sceny (oby było ich więcej niż w poprzedniej). 

A krytycy niech sobie wsadzą w nos swoje wypociny, bo każdy kto idzie na Greya wie, że nie może się spodziewać Stevena  Spielberga. To film dla kobiet, chociaż koło mnie siedział mężczyzna, który przyszedł sam, a na całej sali męska część widowni równoważyła się z żeńską i ziewania też jakoś nie słyszałam. Moim skromnym zdaniem krytyka filmu wiąże się bezpośrednio ze wstydem bo niektórym trudno przyznać sie, że takie "cukradło" się podobało. "Ktoś skrytykował to ja też to zrobię" - i tak to działa. Po za tym wiele zależy od nastawienia. Jeżeli ktoś nastawia się, że idzie na porno, to z całą pewnością go nie dostanie. Jeżeli ktoś chce zobaczyć dramat psychologiczny, to również nic z tego. Jednak kiedy nastawimy się na romans z nutką psychologii, to właśnie to dostaniemy. Przecież jeśli idziesz na smurfy, to nie oczekujesz Jurassic Parku? 

Żal rozstawać się z Państwem Grey i po cichu mam nadzieję na kontynuację, chyba płonną nadzieję, zważywszy na to, że Dornan stwierdził, że jest już "za stary na granie Christiana Greya", a bez niego nie byłoby to już to samo. A wracając do filmu -  pamietajcie o jednym - nie wychodźcie przed napisami, bo po nich czeka was niespodzianka :). 

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka