środa, 10 października 2018

DWUDZIESTY DZIEŃ BEZ CIEBIE...



Mam wrażenie jakby to było deja vu. Już kiedyś byłam samotną matką... I znów to samo, z tą różnicą, że teraz mam troje dzieci, a nie jedno i... wtedy nie byłam wdową... Emocjonalny roller coaster trwa.


Zawsze chciałam mieć normalną rodzinę, piec ciasteczka na święta, Ty ścinałbyś choinkę... Chciałam żeby dzieci miały oboje rodziców. Jak ja podołam ich wychowaniu? Jak zastąpić im ojca?  Nie umiem, tego jednego nie umiem i właśnie przyszło mi się zmierzyć z ogromną próbą. Miałeś patrzeć jak mały Irek dorasta, chciałeś zobaczyć jaką będzie miał żonę, miałeś prowadzić córki do ołtarza...

Wszystko wokół jest takie dziwne, obce, jakbym grała nie swoją rolę w filmie. Tyłu ludzi nam pomagało i czasem czuję, że ich zawiodłam. Ciągle czuje bezsilność, która ogarnęła mnie w ten dzień... dodatkowo nie było Twojej lekarki prowadzącej, nie mogłam nic zrobić, bo każdy odsyłał mnie do niej. Cholera jasna, jak to wszystko się poukładało nie tak.


Gdy ktoś, kto mi jest światełkiem 
Gaśnie nagle w biały dzień 
Gdy na drodze za zakrętem 
Przeznaczenie spotka mnie 
Czy w bezsilnej złości łykając żal 
Dać się powalić 
Czy się każdą chwilą bawić 
Aż do końca wierząc, że 
Los inny mi pisany jest (...)

Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść 
Niepokonanym 
Wśród tandety lśniąc jak diament 
Być zagadką, której nikt 
Nie zdąży zgadnąć nim minie czas

Pisałam wczoraj że coś wymyślę żeby dziś położyć obramowanie na Twoim grobie, mimo że mały jest chory i nie mam go z kim zostawić i... wymyśliłam. Ja zawiozłam obramowanie, narzędzia i odłożyłam na bok kwiaty, potem wróciłam i tata poszedł wyrównać ziemię, a potem znów ja poukładać kwiaty. Da się ? Ale taszczenie w pojedynkę obramowania nie było łatwe, zwłaszcza że tata uznał, że lepiej skręcić je w domu niż na cmentarzu. Pamiętaj, jak już będziemy razem to proszę za to długiego buziaka . Wiesz, było to dla mnie coś potwornego i nie chodzi o dźwiganie, ale o fakt, że z każdym usuniętym wieńcem wiedziałam, że jestem coraz bliżej Ciebie, a dotknąć nie mogę. Kto wie, gdyby to nie było karalne, to może dokopałabym się do Ciebie 

Chcę Ci też przypomnieć, że umawialiśmy się... że jeśli coś jest po drugiej stronie, to dasz mi znak... Kochanie, nadal na to czekam... Daj mi wiarę i nadzieję, pomóż mi, żeby tu na ziemi było mi łatwiej zrozumieć i czekać na ten dzień.

Iruś pytał mnie dziś czy tata się nie obrazi za to, że jedziemy do Warszawy... Powiem Ci, że jego pytania i rozmowy czasem wbijają mnie w ziemię. Czuwa nade mną i kiedy tylko widzi, że robię się smutna, albo słucham muzyki, podchodzi do mnie, przytula się i mówi Kocham Cię. Całkiem tak, jak Ty to robiłeś. Wiesz, nie chce mi się tam jechać, bez Ciebie nic mi się nie chce i nawet nie spakowałam jeszcze ani jednej rzeczy,  ale muszę pokonać własną słabość. Nie będzie lekko, nie będzie wesoło, ale dla dzieci będę starała się udawać, że wszystko jest ok.

Słucham dziś piosenek z Twojego telefonu, tych, do których wolałeś zakładać słuchawki... bo nie chciałam, żeby dzieci je słyszały. Wyrobiliśmy sobie kompromis, Ty przytakiwałeś, a po cichu i tak robiłeś swoje, a ja udawałam że tego nie widzę. Gdzieś tam, w środku do końca została w Tobie dusza niegrzecznego chłopca. Przez całe nasze małżeństwo przewijała się muzyką. Często porozumiewaliśmy się za jej pomocą. Mieliśmy całkiem inne gusty muzyczne, a jednak słowa piosenek nas łączyły. Czasem nie trzeba było słów, wystarczyła muzyka... Mieliśmy też wspólne piosenki, ostatnia, którą namiętnie słuchaliśmy to była "Weź nie pytaj" Pawła Domagały. Już jej nie słucham, nie mogę... teraz szukam nowych brzmień, ale jeszcze do niej wrócę, jak przestanie tak bardzo mnie ranić.

Zbliżają się Twoje urodziny... boję się ich, a jednocześnie bardzo chcę uczcić ten wyjątkowy dzień. Jak już wiesz, zaplanowaliśmy z najbliższymi małą imprezę - tort w kształcie biustu, koryto, kwiaty na Twoim grobie... ale nie wiem czy dam radę. W mojej głowie panuje taka burza, że w chwili obecnej każdy mocniejszy dźwięk czy natłok rozmów powoduje u mnie panikę. Wycofuję się w takich chwilach. Ty byłeś zawsze oazą spokoju, do Ciebie uciekałam by się wyciszyć czy wypłakać, a teraz... nie wiem gdzie ucieknę, gdy natłok wspomnień i  słów mnie pokona... Nie znałeś mnie takiej prawda? Bezsilnej, słabej i pokonanej. Teraz wiesz jak bardzo Cię kochałam, a Twa nieobecność mnie niszczy...

Tyle rzeczy mi się przypomina, które kiedyś były takie zwykłe, a teraz rosną do o wiele większej rangi, bo dopiero teraz, z perspektywy czasu widzę, że one świadczyły o tym, jak bardzo mnie kochasz. Najbardziej utkwiło mi w pamięci jak kiedyś zapytałam Cię, gdzie się podziały wszystkie Twoje spodnie dresowe, a Ty odpowiedziałeś mi, że spaliłeś je kilka miesięcy temu, kiedy powiedziałam, że mi się w nich nie podobasz... To było takie rozczulające. Już wiem, że oprócz słów "kocham Cię" które często powtarzałeś, swą miłość wyrażałeś na każdym kroku czynami, tylko wtedy jakoś trudniej było mi to docenić...

Bardzo Cię kocham.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka