wtorek, 19 maja 2015

DZIEŃ 45 - MIAŁO BYĆ SPOKOJNIE...

 

Od niepamiętnych czasów udało mi się pospać do 9, 30, oczywiście z krótką pobudką o siódmej, bo muszę obudzić Sandrę do szkoły. Potem radzi już sobie sama, a ja mogę spać dalej. Jeżeli oczywiście synek śpi również. Dziś jednak od rana było bardzo duszno i zbierało się na burzę, więc to tłumaczy jego późniejsze wstawanie. Żeby nie było tak pięknie, obudziłam się z cholernym bólem głowy. Teoretycznie powinnam być przyzwyczajona, bo głowa boli mnie bardzo często, ale za każdym razem tak samo mnie to zaskakuje. Nigdzie się dziś nie wybierałam, więc spędziliśmy z synkiem leniwy poranek, oglądając bajki i jedząc śniadanie w łóżku.


Później spacer i przygotowywanie obiadu. Wymyśliłam sobie placki ziemniaczane, co w teorii nie zajmuje dużo czasu mając sokowirówkę, która zmieli ziemniaki. A w praktyce wyszło to tak, że mąż gdzieś wsadził pewną część z tej sokowirówki, i jeżeli miałabym jej szukać to wolałam trzeć ziemniaki ręcznie. I to był błąd - jak widać na załączonym zdjęciu ;( Jak już wszystkie palce pokaleczyłam okazało się, że mikser też dałby radę tym ziemniakom, nawet lepiej niż sokowirówka, więc poszło już potem z górki .Mężowi również wysłałam to zdjęcie z dopiskiem "tak się dla Was poświęcam". W odpowiedzi otrzymałam sms o treści "no to koniecznie muszę się odwdzięczyć" :)No skoro tak postawił sprawę, to może i warto było poświęcić paluchy ;)Niestety później okazało się, że musimy przełożyć to odwdzięczanie, ale o tym za moment. Swoją drogą, zastanawia mnie fakt, że ta sokowirówka ma 37 lat (mama dostała ją w prezencie ślubnym)i do dziś nam służy, mieli i wyciska wszystko i nigdy się nie zepsuła. A sprzęt, który ja kupiłam parę lat temu zepsuł się "na"marchewce :( Jeszcze w serwisie spytali mnie czy ja tam orzechy wyciskałam?


Takie czasy nam nastały, robią buble żeby sprzedawać następne buble, jak poprzednie się zepsują. Nie byłoby zysku gdyby urządzenia były wieczne.

Odwiedził mnie również Pan z InPost, z przesyłką z Ksiąg Wieczystych. I pomyśleć, że zapłaciłam ponad tysiąc złotych za kilka wpisików i pieczątkę na druczkach. Najważniejsze jednak, że po trzech miesiącach wszystko jest już prawnie załatwione i mam to na piśmie. Nasze sądownictwo bardzo mnie zaskakuje, bo biorą naprawdę spore pieniądze i mimo to na wszystko trzeba czekać miesiącami. W lutym składałam do sądu wniosek o rozprawę na której mają stwierdzić nabycie spadku i wiecie na kiedy mamy termin? Na 18 września, a zawiadomienie przyszło po trzech miesiącach. I to nie tylko w sądach tak jest. Również w lutym odwoływałam się od decyzji Powiatowej Komisji do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności i czekam do teraz, a jakiś ruch z ich strony. Szlag mnie trafia, bo ja szary człowieczek mam określony termin załatwiania spraw urzędowych (na każdym piśmie piszą, że tyle dni mam na to)i muszę tego przestrzegać! W takim razie dlaczego nie działa to w dwie strony?

Po południu rozpadało się dość mocno. Mąż wrócił z pracy przemoczony i bardzo zmęczony. Skutki uboczne chemioterapii bardzo dają mu się we znaki. Ma problemy z chodzeniem, nogi spuchnięte jak balon, ręce również. Całe szczęście, że dziś ma ostatnią tabletkę i tydzień przerwy. Powinno być dwa tygodnie przerwy, ale w trakcie czterotygodniowej kuracji również musi zrobić trzy - cztery dni bez leków, bo tak go boli, że nie mógłby chodzić do pracy. Więc z wieczornego odwdzięczania raczej będą nici. Nawet nie miałabym sumienia w jakikolwiek zmuszać go do czegokolwiek. Strasznie mi go żal, ale z drugiej strony chemioterapia przedłuża mu życie, więc jest niezbędna. I to wszystko kolejny raz potwierdza, że człowiek może sobie planować a życie i tak potrafi pokrzyżować mu każdy plan :(
Na koniec pochwalę się próbkami (dość sporymi) kosmetyków od PHARMACERIS , które dziś otrzymałam. Niestety długo poczekają na swoją kolej, bo najpierw muszę zużyć wszystkie, które już zaczęłam :)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka