piątek, 18 września 2015

DZIEŃ 175,176 - CHWALĘ SIĘ...

Możecie do mnie mówić mistrzu ;) Jestem dumna z siebie i będę się chwalić. Uwaga!!! Udało mi się przeprowadzić pewną trudną sprawę spadkową, z szesnastoma uczestnikami, bez ani jednego potknięcia, czy uwagi ze strony sędzi. Było to tym trudniejsze, że robiłam to wszystko bez mojego osobistego udziału. Pisałam pisma, liczyłam ary, metry, ułamkowe części, co się komu należy itp. I do tego wytłumaczyłam to samym zainteresowanym tak, że wiedzieli o co chodzi. Swoją drogą nie mieliby teraz problemu ze spadkiem, o którym nie mieli pojęcia, gdyby ich rodzice załatwili to w odpowiednim czasie.Teraz trzeba było szukać już prawnuków spadkodawcy, a co lepsze nikt tego spadku nie chce, ale żeby nie chcieć trzeba było iść do sądu do sześciu miesięcy od śmierci spadkodawcy. Po sześciu miesiącach spadek przechodzi na spadkobierców, czy tego chcą czy nie, i potem zaczynają się schody, bo żeby kolejne pokolenie nie miało problemów, trzeba załatwić wszystkie sprawy formalne czyli sąd (taniej ale dłużej) lub notariusz (nie w każdym przypadku i jest krócej ale drożej), urząd skarbowy, starostwo, księgi wieczyste, podatki itd itp. Kiedy pisałam to pismo do sądu, byłam świeżo po sprawie spadkowej po mojej mamie (miałam adwokata) i sporo się wtedy nauczyłam, a moja sprawa była jeszcze bardziej zagmatwana. Teraz sporo nocy zarwałam żeby wszystko było zapięte na ostatni guzik i udało się :)

Ta sprawa już rozwiązana, ale na jej miejsce wskoczyła nowa, nie związana z sądem. Przyszło mi współpracować z bardzo trudną osobą, niedoświadczoną, ale taką co to zjadła wszystkie rozumy. Jest to mężczyzna, i chyba pierwszy raz w życiu nie uda mi się dogadać z facetem. Ja mam więcej doświadczenia i racji ,a on większą siłę przebicia. Spać przez to nie mogę po nocach. Najgorsze jest to, że on wie ,że w cztery oczy ze mną nie wygra na argumenty, więc wymyślił sobie, że o wszystkim będziemy decydować w większym gronie, a jak mi nie pasuje to mogę zrezygnować- dokładnie tak to ujął. Pozostałe osoby też są niedoświadczone, ale liczę po cichu, że będą mieć swój rozum i jakoś się to wszystko poukłada. Nie jest w moim stylu poddawać się i jeżeli mi się nie uda tego rozwiązać, to chyba pójdę się zamknąć w sobie (jak to mówi moja córka ) Strasznie mnie to gryzie. Znacie to uczucie, takiej bezsilności, że aż boli Was w piersiach, a myśli kłębią się w głowie? Okropność. I jeszcze do tego rozsypał mi się w ręce element dzbanka spieniającego mleko w ekspresie, a ja żyć bez kawy nie umiem :(
To tyle narzekania.
Pochwalę się również zestawem jaki otrzymałam dziś od KNORR :)Zdjęcie na samej górze :)
To druga miła rzecz dzisiaj i trzecia to przyjazd mojej pierworodnej na weekend z bursy do domu.Wybrałyśmy się od razu na małe zakupy, kupiłyśmy tenisówki, czapki,piżamkę dla synka i wszystko to, czego w domu brakowało. Potem to już wieczór nadszedł i czas na wieczorną krzątaninę. Dobrze,że ten intensywny dzień ma się ku końcowi....
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka