niedziela, 27 września 2015

DZIEŃ 185 - CIĘŻKO...


Strasznie mi dzisiaj ciężko, nawet nie wiem z jakiego powodu, ale czuję się jakbym dźwigała wielką górę. Nic nie układało się dziś tak, jak powinno. Wszyscy jacyś poddenerwowani, mnie od trzech dni boli ucho, więc jutro czeka mnie pewnie wizyta u laryngologa, bo jakoś nie wierzę, że"samo przejdzie". Synek nieznośny, ale jego jakoś zrozumiem, za to najstarsza pobiła dziś rekord we wkurzaniu innych.
Potrafiła doprowadzić do szału wszystkich bez wyjątku. Jedynie Sandra nie sprawiała większych problemów, oprócz dokuczania Irusiowi. Za to on oddał jej to, kiedy uczyłyśmy się na przyrodę i matematykę, wchodząc jej na głowę. Takie trochę niezbyt sprzyjające warunki do nauki miała, ale dała radę. Jedynym fajnym i wesołym momentem była wizyta kuzyna i chwila przy wspólnej kawie. Chociaż przez moment zapomniałam o wrzeszczącej trójce dzieciaków i wkurzającym mężu. Czemu wkurzającym? Bo co bym nie zrobiła to w oczach innych on jest święty , a ja ta zołza. Oczywiście on nawet nie piśnie, że czasem też zawali. Z boku wygląda to tak, że on biedny musi wracać do domu ze spaceru, bo ja go wyganiam i idę sobie na spacer sama synkiem, a w rzeczywistości jest tak, że dziecko przeszkadza mu w pracy, więc biorę go ze sobą. Po za tym gdzie jest napisane, że musimy wszędzie chodzić razem? Zwłaszcza jak trzeba porąbać drzewo czy wykonać inne prace koło domu? Niestety mój tato wszystkiego sam nie zrobi, a mąż czasem (powtarzam czasem) szuka pretekstu żeby się od obowiązków wymigać. A potem jedna czy druga osoba to widzi i myśli sobie "Boże jaka ona okropna". Nie będę się zapierała, że czasem bywam zołzą, owszem, ale zagłaskać chłopa na śmierć to też niedobrze. Urozmaicenie musi być ;) Byłabym zapomniała, jeszcze na koniec dnia załatwił mi pralkę wkładając do niej wielki wełniany koc i kołderkę małego. Oczywiście pralkę szlag trafił, a mąż mówi do mnie "patrz pralka NAM się zepsuła". No cholera jasna-NAM?


No i jeszcze synek wykombinował sobie jak nie spać we własnym łóżku tylko z mamą. Od ponad roku woła ładnie siku, i nigdy nie zdarzyło mu się zrobić do spodni, a od kilku dni podchodzi do swojego łóżka i sika na niego, bo wie, że na mokrym spać nie będzie musiał. Kilka dni czekałam, licząc, że mu przejdzie, ale cwaniak jak do tej pory wygrywa. Dziś zaopatrzyłam się w ceratę, którą owinęłam łóżko, na to dałam prześcieradło i nie odpuszczę. Ciężko mi zrozumieć jego logikę (jakby nie było to synek ma tylko niecałe trzy lata )zwłaszcza, że śpi piętnaście centymetrów ode mnie, ale jakieś tam swoje powody ma. Coś czuję, że czeka nas próba sił. Boję się też, że będzie jeszcze gorzej bo w środę wyjeżdżam na dwa dni do Centrum Zdrowia Dziecka i podejrzewam, że synek mocno to przeżyje. Chociaż z tym może być różnie, bo w ubiegłym roku jak wyjeżdżałam to mały nawet nie zauważył mojej nieobecności :)

Powiedzcie mi czy Wasze dzieci też wymyślały takie rzeczy?
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka