piątek, 2 października 2015

DZIEŃ 188, 189, 190 - NIESZCZĘŚCIA CHODZĄ PARAMI...SZCZĘŚCIA RÓWNIEŻ...

Jak wszyscy wiedzą ostatnie dwa dni spędziłam razem z córką w Warszawie, a dokładnie w Centrum Zdrowia Dziecka. Co do samej podróży to nie było najgorzej, bo naszej miejscowości wyjechałyśmy o 9,40 , a już na miejscu byłyśmy o 15,31, w tym godzinę czekałyśmy w Katowicach. Pamiętam jak
przez te siedem lat, które tam jeździmy różne przejścia miałyśmy. Burze śnieżne, spóźnione kilka godzin pociągi, komunikacje zastępcze, rozkopane dworce i zero informacji. Od dwóch lat wiele się zmieniło. Dworce w Katowicach i Warszawie Wschodniej są wyremontowane, ciepłe i jest bardzo dobry dostęp do informacji. Pociągi kiedyś jechały prawie cztery godziny, teraz dwie i pół. Jest w nich czysto i jest...wi-fi :) co okazało się zbawienne, bo wreszcie miałam czas spokojnie poczytać blogi czy wypełnić ankiety. Jedyne czego żałowałam to, że nie zabrałam laptopa, bo telefon to jednak nie to samo.
 




Takim oto pociągiem śmigałyśmy w drodze powrotnej, do Warszawy miałyśmy pociąg z przedziałami. Zmieniło się jeszcze jedno, kiedyś za bilety w dwie strony(na nas dwie przy 78 %zniżki)płaciłam około 140 zł., a teraz? Do warszawy zapłaciłam(za nas dwie) czterdzieści złotych, a za drogę powrotną w Expres Premium tylko dwadzieścia złotych. W tym miałyśmy poczęstunek w postaci kawy, herbaty, wody lub soczku. Full wypas :) Za to w Warszawie zaczęły się"schody"bo przez remonty zlikwidowano autobus, którym dojeżdżałyśmy z dworca Wschodniego do Warszawy Międzylesie. Dla osoby nie znającej stolicy jest to nie lada problem. Jak to jednak mówią"koniec języka za przewodnika"i udało się dowiedzieć, że musimy przejść około 500 metrów i tam jeździ autobus innej linii. Córka co prawda została w Galerii, w Złotych Tarasach z przyjaciółką z Warszawy, a ja pojechałam do hotelu. I to był mój błąd, bo one spotkały Marcina z"M jak miłość, ubranego w samą koszulkę, i na dodatek opowiedziały mi jakie on miał bicepsy. Kurcze, że mnie to ominęło :( Ja to spotkałam ale Jerzego Kryszaka. Pech, straszny :(

Kolejny dzień rano rozpoczął się dla mnie o szóstej rano, bo trzeba było pilnować kolejki do rejestracji, gdzie...zaginęła kartoteka córki...kolejny raz. Na szczęście zanim poradnia została otwarta, kartoteka się znalazła. Strasznie się denerwowałam przed wizytą u pani doktor, i ten stres odchorowałam dopiero dzisiaj bólem głowy i żołądka. Chociaż nie wiem czy to stres, czy po prostu kawa z kubka i jedzenie na wynos.
 

 
Pewnie i to i to. Zdjęcia dworcowego hot-doga nawet już nie robiłam. Wracając do wizyty u lekarza, w gabinecie usłyszałyśmy dobre wieści, a mianowicie w styczniu będzie już zakupiony laser co2. Ten laser, który miał być już rok temu, ale szpital lecząc dzieci zadłużył się na tyle, że nie stać go było na zakup takiego sprzętu, a NFZ nie chciał go finansować. I tutaj okazało się, że zdrowie mojego dziecka zależy od aktualnego "humoru"polityków. Przez cztery lata doprowadzili do tego, że szpitale chcąc leczyć musiały się zadłużać, a teraz jak to powiedziała pani doktor"ostatnim rzutem na taśmę"nasza"wspaniałomyślna"premier Ewa Kopacz oddłużyła cztery największe polskie szpitale. Wow, najpierw swoją polityką doprowadziła do długów , a teraz je oddłużyła. Cóż za wyczyn. Oczywiście na koszt kolejnego rządu, bo raczej partia Ewy Kopacz nie wygra wyborów. Najważniejsze jednak, że będzie laser i moje dziecko prawdopodobnie po kilku zabiegach pozbędzie się tego cholerstwa. Od lutego co miesiąc będzie musiała jeździć do CZDZ na zabiegi, ale to już najmniejszy problem, najważniejsze żeby się udało. I to był dzień pełny dobrych wieści bo oprócz tego dostałam kilka maili o wygranych, dwa w konkursie Biedronki i dwa o wygranych czteropakach piwa Brackie :) Będzie czym opijać dobre wieści. Do domu wyruszyłyśmy o 14, 29, a na miejscu byłyśmy o 22giej. W tym dwie godziny czekania w Katowicach na przesiadkę. Takie widoki miałyśmy za oknem autobusu, a potem pociągu :)
 


 
Nie wiem jak Wy, ale ja lubię siedzieć na dworcu i patrzeć na ludzi, tak samo mam w poczekalniach u lekarzy, więc te godziny szybo zleciały. W domu wskoczyłam szybko do wanny, a potem zasnęłam w pięć minut. Dziś od rana znów w drodze, tym razem samochodem do Bielska z mężem na badania,ale to już był króciutki wypad. Resztę dnia spędziłam na załatwieniach i zakupach(między innymi na kolejne loterie, Milki i Biedronki), oraz na odbieraniu przesyłek. Co dostałam widać na zdjęciach :)

Pierwsze to buty do testowania HOOY. Brązowe...strasznie się bałam żeby nie były zielone.
 




Ręcznie robione mydła(współpraca z blogiem)więc lada dzień ukażą się recenzje, zestaw produktów od Naturaph, również współpraca z blogiem i wygrany balsam z PALMERS:)

Tak oto intensywnie spędziłam trzy dni, i teraz kolejne trzy będę dochodziła do siebie, a jeszcze kolejne nadrabiała zaległości, ale mam tyle energii, że dam radę :)

10 komentarzy :

  1. Fajnie, że wszystko tak Wam się dobrze ułożyło :) Cieszę się bardzo :)
    No i faje te nowe współprace :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współprace świetne,ale czas mnie ściga.Muszę nauczyć się organizacji..

      Usuń
  2. gratuluje dostania się do testów Hooy :) mnie niestety się nie udało :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda bo mogłybyśmy wymienić się doświadczeniami.

      Usuń
  3. Dobrze że podróż się udała, ja mam sentyment do Wa-wy bo mieszkałam w tych okolicach przez ok. 1,5 roku, pamiętam jak pierwszy raz tam pojechałyśmy z mamą, wysiadłyśmy na dworcu centralnym i zagubione nie wiedziałyśmy w którą stronę się udać żeby dojechać na miejsce. Teraz to myślę że już odnalazłabym się tam bez problemu :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy raz jest tragiczny,Warszawa zmienia się z roku na rok.Najgorzej jak mieszka się w małej miejscowości at u takie wielkie miasto.

      Usuń
  4. byłaś już tak blisko! jakoś nam się nie udaje to nasze spotkanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwie godziny byłam w Katowicach,szkoda faktycznie że się nie umówiłyśmy.

      Usuń
  5. Dobrze, że ten laser kupują ! Córka pewnie też już by chciała mieć z tym spokój.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że koniec końców wyszło jak wyszło. :-) Świetne są te mydełka!

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś. Twoja obecność jest moją motywacją. Jeżeli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza - odwdzięczę się tym samym, jeżeli zaobserwujesz - również to zrobię.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka