czwartek, 8 października 2015

DZIEŃ 195 - A PSIK...


Dopadło i mnie...przebrzydłe choróbsko. Już w Warszawie czułam się niewyraźnie, potem było dobrze, a od wczoraj ledwo żyję. Mój mąż standardowo w takich chwilach"wyprowadził"się do drugiego pokoju na noc, żeby , jak to on mówi"nie przeszkadzać mi w spaniu". Tak naprawdę to tyle to pomogło, że sama musiałam w nocy wstawać do małego, który spał wyjątkowo niespokojnie :( Taka to już chłopska logika.
W związku z powyższym nic ciekawego dziś nie byłam w stanie robić oprócz wypełniania ankiet i odebrania przesyłek od kuriera:)

Pierwsze dwie przesyłki to Yerba Mate z biedronkowego testowania(dla mnie i dla męża) :)

 
Dwie kolejne, to dwa czteropaki piwa Brackiego z konkursu :) Jednak w obecnym stanie, i na tej ilości lekarstw pozostaje mi picie zawartości pierwszej przesyłki :)


Za to opowiem Wam co robiłam wczoraj. Głównie denerwowałam się wizytą mojego męża u onkologa, gdzie, co dwa miesiące odbiera wyniki TK. Myślałam, że umrę ze strachu, okazało się jednak , że niepotrzebnie, bo o ile poprzednim razem miał nieco pogorszone wyniki, to tym razem wszystko jest w najlepszym porządku. O ile można tak powiedzieć o chorobie nowotworowej z przerzutami, która ciągle jest tylko zatrzymana przez chemioterapię. Niestety nowotwór nerki ma to do siebie, że nie da się go wyleczyć, można jedynie zatrzymać rozwój choroby chemioterapią zażywaną do końca życia. Grunt, że jest dobrze, teraz... i nie chcę myśleć co będzie za jakiś czas. W poprzednim poście pisałam co jest prawdopodobną przyczyną jego poprawy, a możecie o tym przeczytać TU .Kiedy już się uspokoiłam, wybraliśmy się z synkiem na czterogodzinny spacer, i to był mój błąd, bo gdyby nie to, pewnie byłabym teraz"na chodzie". Warto jednak było :) Odwiedziliśmy kurki u sąsiada, i tam pod płotem spędziliśmy ponad godzinę, bo synek uwielbia wszystkie zwierzęta, i ciężko było go oderwać od nich. Po drodze zbieraliśmy jesienne liście i owoce na bukiet. Kocham takie jesienne klimaty :)a zapach w domu rozchodzący się od nich piękny.


Myślałam też o kasztanach, z których zrobilibyśmy ludziki, ale na to Iruś nie dał się namówić. Pierwszy raz spotkałam się z dzieckiem, które nie lubi zbierać kasztanów.
Podziwialiśmy też wielkie dynie, o których nawet nie wiedziałam, że rosną w pobliżu.
 

 
Niektóre były większe od mojego dziecka ;) Pogoda dopisała, a my staraliśmy się ją maksymalnie wykorzystać, bo już dziś wiało tak, że głowę chciało urwać. No i było zimno.
Mówiąc szczerze, lubię taką pogodę jak dziś, ale tylko wtedy, kiedy nie muszę wychodzić z domu :) Dziś nie musiałam, bo mąż był w domu, zajął się wszystkim(kierowany poczuciem winy za nocną ucieczkę) i nawet do apteki jechał dwa razy .Co prawda obiad jedliśmy dopiero o siedemnastej, bo o tej godzinie przypomniał sobie, że istnieje coś takiego jak pora obiadowa, ale tym razem mu to wybaczę .Po cichu liczę, że jutro uda mi się wstać z łóżka, bo czeka mnie sporo urzędowych spraw. Jednak nie za wszelką cenę, bo od niepamiętnych czasów mam możliwość porządnie się wykurować. Zawsze było tak, że chora musiałam zajmować się dziećmi, robić obiad i mnóstwo innych obowiązków , bo mąż był w pracy. Teraz, kiedy jest w domu muszę wykorzystać ten czas, pierwszy raz z myślą o sobie. Już dawno tak źle się nie czułam. Zazwyczaj pokicham, posmarkam i tyle, a teraz organizm zastrajkował, a do tego wszystkiego już jakiś czas daje mi znać, że coś jest nie tak. Wszystko mi się rozregulowało .Wygląda na to, że pora na wizytę u lekarza, i badania kontrolne.

A jak Wasze samopoczucie?

9 komentarzy :

  1. Ja się póki co trzymam, ale syn od września już drugi raz choruje i siedzi w domu, takie są uroki chodzenia do przedszkola, a miałam nadzieję że w tym roku będzie bardziej uodporniony niż w zeszłym.
    Gratuluję przesyłek, te herbatki z Biedronki też bym chętnie przetestowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje dzieciaki zdrowe,tylko mnie tak złapało,a zawsze było odwrotnie.

      Usuń
  2. ja na razie zdrowa:) jem czosnku dużo to pewnie to mnie trzyma;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niedużo choruję,ale ostatnio jakoś wszystko mi się poprzestawiało.

      Usuń
  3. mnie też złapało przeziębienie od razu jak na urlop poszłam. więc po co mi urlop?
    katar już mniejszy, kaszel tez powoli cichnie. idziemy ku dobremu.
    ja nie czekałam na herbaty z biedronki, może dlatego że ostatnie akcje u nich jakoś mnie negatywnie zaskakiwały. więc i po co
    o piwo nie grałam, a czemu? sama nie wiem.
    może to głupie, ale nigdy nie jadłam dyni..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie jem dyni bo jest niedobra,dlatego nie wiedziałam ,że koło mnie rośnie.W brackim do wygrania były czteropaki ale w tyskim aparaty fotograficzne(a ja o tym nie wiedziałam:.

      Usuń
  4. U mnie syn już przeziębiony więc zaraz będe miała dwoje chorych.. I mam tylko nadzieje, że mnie nie złapie, bo ktoś musi to wszystko ogarnąć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam, z własnego doświadczenia wiem, że główny sprzymierzeniec choroby to stres, gdy mamy go zbyt dużo i zbyt długo :) wtedy nasz organizm jest osłabiony i łatwiej nam coś złapać. Trzeba znaleźć ten czas tylko dla siebie... trzymaj się dzielnie, witaminka C, ciepła herbatka i oczywiście lekarz, bo jak za długo się zwleka to kończy się antybiotykiem ;) u nas katary to normalka od września do przynajmniej kwietnia ;) życzę zdrówka :)
    A jeszcze chciałam dodać, że przepiękne dynie ! Osobiście uwielbiam zupkę z dyni, zdrowa i smaczna. Polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jedna z moich sąsiadek całkiem niedawno miała cały ogród pełen DYŃ - wyglądały niesamowicie :)

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś. Twoja obecność jest moją motywacją. Jeżeli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza - odwdzięczę się tym samym, jeżeli zaobserwujesz - również to zrobię.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka