wtorek, 22 grudnia 2015

CICHA NOC,ŚWIĘTA NOC...DZIEŃ 269,270...


Tak się zastanawiam gdzie podziała się moja euforia związana z przygotowaniami do świąt? Od miesiąca robiłam stroiki z szyszek, obmyślałam wszystko i sprzątałam, a od wczoraj... nie ma we mnie krzty ochoty na cokolwiek :(. Wczorajszy dzień przywitał mnie potwornym bólem głowy i słońcem za oknem, a po południu czekała mnie i męża wizyta w szpitalu onkologicznym, bo przed każdą wizytą u lekarza, mąż musi mieć aktualne wyniki badań z krwi. To udało nam się załatwić szybko. Nie wiem co się działo, ale całą drogę do Bielska i z Bielska oczy mi się zamykały, musiałam wręcz w pewnym momencie zatrzymać samochód, żeby nie spowodować wypadku. Wieczorem zasnęłam już na"M jak miłość". W nocy dowiedziałam się co było przyczyną mojego złego samopoczucia. Zwyczajnie organizm dawał mi znaki, że nadchodzi ten moment, kiedy jak co miesiąc dowiem się, że nie jestem w ciąży :) Byłoby prościej dostać esemesa z tą informacją, niż męczyć się pięć dni, ale lepsze to niż kolejny potomek.


Mimo niechęci, wystroiłam dziś dom, zrobiłam świąteczny klimat i ugotowałam świąteczną kapustę. Wiem, że w wielu domach gotuje się bigos, a u mnie jest to kapusta na słodko, z rodzynkami i zasmażką. Nie wiem skąd ten przepis wziął się w mojej rodzinie, możliwe, że z Czech, bo babcia właśnie z Czech pochodziła i tak już zostało. Jutro ugotuję warzywa na sałatkę i upiekę sernik. Pozostałą część dnia zajmie mi wyjazd po brata do Zatoru. Czasem żałuję, że tylko ja mam prawo jazdy, bo w takich właśnie chwilach jak krzątanie przed świętami , nie dość, że mam sporo pracy, to muszę jechać po brata, i po teścia. Trochę to niekomfortowe :( W ubiegłym roku było prościej, bo synek spał przez południe i wieczorem zasypiał około 22-giej, a teraz zasypia o 19-tej, co oznacza, że muszę zrobić kolację wigilijną na 16,30, co nie będzie łatwym zadaniem. Chociaż, kiedy czytam jak inne panie domu robią jeszcze krokiety, śledziki, barszcz czy pierogi, to dochodzę do wniosku, że tej mojej pracy nie jest aż tyle. U mnie na stole pojawi się karp smażony(to działka taty), zupa grzybowa, uszka z masłem, kapusta na słodko, strucla(albo chałka,różnie na to mówią), sałatka jarzynowa, legumina(o tym za moment napiszę), owoce, bakalie, ciasta i ciasteczka, i chyba tyle, no i oczywiście opłatek. Pieprz, sól i chleb również znajdą miejsce na moim stole. Mogłyby być potrawy bardziej wyszukane, ale z biegiem czasu i gustem smakowym domowników, takie potrawy stały się tradycją :)

Co do leguminy, to jest to u nas nazwa deseru składającego się z biszkoptu, mocno nasączonego alkoholem i kompotem. Taki mokry biszkopt mieszamy z rodzynkami, orzechami, czereśniami z kompotu, a wszystko dekorujemy bitą śmietaną, ale nie w sprayu tylko taką ubitą mikserem. Mówię Wam-pycha :)

Żałuję tylko jednej rzeczy, co roku robiliśmy sobie z mężem prezenty niespodzianki, a ja głupia w tym roku powiedziałam mu, co chcę dostać, no i już dawno kupił tą rzecz, a ja nie będę miała niespodzianki. Strasznie żałuję, bo właśnie ta niespodzianka była dla mnie zwieńczeniem tego magicznego wieczoru. Jak znam życie mąż nic więcej po za tym prezentem nie wymyśli. Trudno, mam nauczkę na kolejny rok. Dzisiaj jeszcze chcę popakować prezenty, żebym o czymś nie zapomniała ,bo na razie leżą, każdy w innym koncie.

A jak to jest u Was? Wszystko już dopięte na ostatni guzik?






Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka