poniedziałek, 18 stycznia 2016

DZIEŃ 295, 296 - NARESZCIE ZWYCIĘSTWO...

Nareszcie zwyciężyłam walkę z urzędami. Pół dnia dziś w nich spędziłam, znów napotkałam przeszkody, ale udało się i wreszcie wszystko już wyprostowane. Do tego udało mi się pozałatwiać sprawy spadkowe męża. Powiem Wam tak ku przestrodze, jeżeli macie jakieś niezałatwione sprawy, to zróbcie to jak najprędzej, bo nie znacie dnia ani godziny, a później cały kłopot spadnie na wasze dzieci. Mi się udało i po ciężkim dniu należy mi się pół lampki wina :)...

...gorąca kąpiel i "M jak miłość"obejrzane w spokoju :)

Z racji tego, że przez weekend publikowałam recenzje, nie zdążyłam opowiedzieć, jak to postanowiłam w sobotę nauczyć jeździć się na łyżwach. Nigdy nie pociągały mnie sporty ekstremalne takie, jak rolki czy łyżwy, ale czego się nie robi dla dzieci. Wszystko było pięknie, dopóki nie założyłam łyżw na nogi. Już samo wejście na lodowisko było nie lada wyczynem dla mnie, a jeżdżenie...aż wstyd się przyznać, ale to dla mnie rzecz niewykonalna. Przemęczyłam się pół godziny kurczowo trzymając bandy, a potem z radością opuściłam taflę. Uff, nigdy więcej. Nie dość, że nie nauczyłam się jeździć, to dzieci mojej przyjaciółki były bardzo zdziwione, że ja czegoś nie umiem. No myślałby kto, że pokonało mnie lodowisko. A tak serio, to zwyczajnie takie rzeczy nie sprawiają mi frajdy, a jeżeli czegoś nie lubię, to po co się tego uczyć? Chyba tylko po to, żeby poobijać sobie kolana i zadek.


Za to po tym stresie spałam jak zabita, i to był plus.


Taka piękna choinka stoi jeszcze koło lodowiska w Brennej. Ja już dawno zapomniałam o świętach, a tam jeszcze takie cudo świeci.
Za to wczoraj nie dałam się już nigdzie wyciągnąć(oprócz odwiezienia córki do internatu) i spędziłam bardzo leniwą niedzielę. Wieczorem za to zabrałam się za czytanie książki :) Jedna z moich czytelniczek fp na facebooku podpowiedziała mi tytuł. Podobno książka miejscami bije na łeb mojego Greya, i podobno jest o niebo lepiej napisana. Trzeba było to sprawdzić. Co to za książka? "DOTYK CROSSA", który możecie za darmo przeczytać TU
Przeczytałam jak na razie 145 stron, i przeczytam wszystko, bo historia zapowiada się ciekawie. Jednak jedna rzecz bardzo wyprowadza mnie z równowagi, mianowicie imię głównego bohatera - GIDEON. Wyobraźcie sobie ostrą sceną seksu, gdzie podczas finiszu ona krzyczy "Ach, Gideonie...". Normalnie od razu klimat się ulatnia. Co innego w Greyu, kiedy czytam"Ach, Christianie...".To już całkiem inaczej brzmi. Swoją drogą, skąd Sylvia Day wytrzasnęła to imię... Gideon :(.
Tak czy inaczej, po przeczytaniu książki napiszę recenzję, jak zwykle z przymrużeniem oka, no bo jak inaczej napisać o Gideonie? I tym o to akcentem zamykam dzisiejszy post i pędzę do wanny, żeby zdążyć na"M jak miłość "
 
Czy ktoś z Was czytał "Dotyk Crossa"i słyszał o Gideonie? ;)
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka