piątek, 1 lipca 2016

CZYM UKOIĆ MÓJ BÓL... DZIEŃ 359, 360...I 457, 458, 459...




Za górami, za lasami żyło sobie szczęśliwe małżeństwo. Małżeństwo, które kochało się miłością ogromną, które oddałoby życie za siebie. Mimo początkowych trudności zwyciężyli wiele przeszkód. Potem mieli dzieci... i żyli długo i szczęśliwie... ups... to nie ta bajka... Moja bajka nie skończy się szczęśliwie...

Moja bajka kończy się niczym najgorszy koszmar. Nie będzie happy endu. Moje słońce zgaśnie i nastanie ciemność. Czym ukoić mój ból? Jak śmiać się przez łzy? Jak być silną, gdy sił już brak? To takie trudne nie móc zapłakać w czyiś ramionach. To takie trudne nie załamać się, by on się nie załamał. Tyle we mnie smutku i goryczy i cholernej bezsilności. Dlaczego? Dlaczego dobrych ludzi spotyka to, co najgorsze? Wiem, życie nie jest proste i nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale nikt też nie mówił, że będzie aż tak trudno. Lepiej było nie kochać, by nie cierpieć jak się traci.

Kiedy cztery lata temu dowiedzieliśmy się, że mąż choruje na raka nerki, pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to ŚMIERĆ. Dlatego mój synek nosi to samo imię co jego tata - życie za życie. Tak, kilka dni po diagnozie choroby męża dowiedziałam się o ciąży. "Jedno się kończy, drugie się zaczyna", te słowa od czterech lat tkwią w mojej głowie, czasem na moment cichnąc, by potem wybuchnąć ze zdwojoną siłą. Tak, jak choroba, tak, jak rak. I wczoraj wybuchły znów z przyczajenia, jak terrorysta. Zawsze żyłam ze świadomością, że to się kiedyś zdarzy, przygotowywałam się na tą chwilę przecież cztery lata, ale rak początkowo dał się okiełznać, leki na moment zatrzymały jego progresję, do wczoraj. Wczoraj otrzymaliśmy wyniki badań, z których wynika jasno, że leki przestały działać, a rak rośnie w siłę. Zaczynamy kolejną walkę. Kilka bitew udało nam się wygrać, niestety wojna jeszcze przed nami. Rak nerki jest nieuleczalny, nie ma na niego chemioterapii, która potrafiłaby go cofnąć. Można jedynie próbować go uśpić na jakiś czas, czyli inaczej mówiąc, przedłużyć życie o te kilka miesięcy. Teraz czeka nas kolejny lek, niestety już nie tak silny jak ten, który przestał działać, o ile w ogóle działał, bo coraz częściej myślę, że to po protu tak miało być, że mąż sam sobie z tym rakiem poradziłby lepiej. Tylko tak trudno podjąć decyzję o zaprzestaniu chemioterapii, bo tonący brzytwy się chwyta. Wiem, że chemioterapia leczy tylko 2 % ludzi, o ile leczy, a pozostałe procenty zwyczajnie zabija, wyniszczając stopniowo organizm. W wielu sprawach pomagałam mężowi podjąć decyzję, tu tego zrobić nie mogę, nie mogę decydować o czyimś życiu lub śmierci! Nie mogę i nie chcę. Są trzy leki przedłużające życie, każdy działa określoną ilość czasu. Sutent działał ponad rok, teraz czas na kolejny, ostatni... I co dalej? Co robić kiedy możliwości się skończą, bo do raz wziętego leku wrócić nie można? Kurwa, co dalej? Mam 37 lat i jeszcze sporo przede mną, a słońce mojego życia gaśnie. Można by powiedzieć "musisz wierzyć" - wierzę, już cztery lata, ale widocznie za słabo. Można by powiedzieć - "musisz być silna" - tylko jak być silną, kiedy koło mnie ciągle jest ŚMIERĆ, ŚMIERĆ, ŚMIERĆ. Jestem jednak silna z pozoru, dla niego i dla dzieci. Czasem płaczę pod prysznicem, żeby nikt nie zobaczył mojej słabości. Tak brak mi mamy, która przytuliłaby mnie chociaż na moment. Nie mam nikogo. Przez te cztery lata, tylko jeden raz pozwoliłam sobie na chwilę słabości przed mężem, było to dwa lata temu, kiedy zabierali go na operację zmian na płucach, tylko ten jeden raz pokazałam mu, że się boję. Ja się na prawdę bałam, bałam się, że widzimy się ostatni raz. Tak bardzo go kocham i tak strasznie się boję. Dlaczego Bóg zesłał mi tego człowieka, a teraz powoli mi go zabiera? 
Wybaczcie, że dzielę się z Wami moim bólem, nie chcę pocieszenia, nawet nie lubię gdy ktoś mnie pociesza, bo wtedy moja siła maleje i zaczynam się rozklejać. Ja zwyczajnie chcę to napisać, wyrzucić z siebie ten natłok myśli.

AKTUALNIE - ten cudowny lek, który był ostatnią deską ratunku nie zadziałał i od wczoraj mąż został pozostawiony sam sobie. Przerzuty raka nerki do płuc zrobiły się jeszcze większe. Nic nie da się już nic zrobić. Mogę jedynie kolejny raz uśmiechać się przez łzy, aż do końca, a ten koniec... jest już bliżej niż dalej. Paradoks jest taki, że mąż nie wygląda na chorego. Pracuje, zajmuje się dziećmi i wszystko z zewnątrz wygląda normalnie, a normalne nie jest. Powoli, delikatnie zaczynam tłumaczyć dzieciom, co nie jest łatwe, bo łzy cisną się wtedy do oczu, ale wiem, że moja siła jest ich siłą. Ja też zaczynam się przygotowywać, ale czy do tego można się przygotować? Kur., nie można!!


30 komentarzy :

  1. Wyrzucenie z siebie goryczy pomaga :) Tulę mocno!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem i będę...tylko tyle mogę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Każdy z nas dostaje prędzej czy później kopa. Weźmiesz się w garść albo upadniesz. Kiedyś często myślałam dlaczego ja... teraz myślę, że trzeba cieszyć się chwilą i tym co mam teraz. Nigdy nie wiadomo, co może nas jeszcze spotkać. Bądź silna, jak do tej pory.

    OdpowiedzUsuń
  4. nie wiem co powiedzieć... czytam i płaczę... nie jestem w stanie sobie wyobrazić co czujesz

    OdpowiedzUsuń
  5. To straszne, ja też nie mogę wyobrazić sobie jaki to musi być ból, strasznie współczuje kochana i pokładam wielkie nadzieje, że Twoje światełko będzie świecić jak najdłużej <3

    OdpowiedzUsuń
  6. ..jestem tu i czytam.. i pocieszać nie będę (mnie to tez zawsze osłabiało)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem obok Ciebie myślami. W ciszy trzymam za rękę, bo słowa tu nic nie znaczą...

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem co napisać. Nie chcesz pocieszania więc nie będę tego robiła. Pamiętaj, że jestem z Tobą. Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
  9. I ja też jestem...przesyłam tysiące buziaków!

    OdpowiedzUsuń
  10. Nienawidzę tej choroby, tak wiele osób ona dotyka....

    OdpowiedzUsuń
  11. Jestem z Tobą jestem z Wami ...

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wyobrażam sobie takiego życia. Tak i tak jesteś silna!!! Moooocno tulę. Dobrze że masz odwagę chociaż tutaj się wypłakać - może choć odrobinę blog ukoi ból i zmniejszy cierpienie.

    OdpowiedzUsuń
  13. nie wiem co napisać.... czasem tak jest czasem tak jest....
    Dobrze że masz bloga i piszesz co czujesz, myślisz...po to jest blog, ściskam gorąco....

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem w ogromnym szoku... nie będę pocieszać ani pisać prostych formułek. Napiszę tylko, że Twoja siła ukazuje się właśnie w tym, że nie pokazujesz swojej słabości przy osobach, które kochasz i myślę, że to wiesz.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie wiem co napisać, zaglądając tutaj spodziewałam się kolejnej recenzji, a Ty mną wstrząsnęłaś...
    Ciesz się każdą chwilą z mężem, macie swoją miłość czyli o wiele więcej niż niektórzy, nie daj sobie tego odebrać myślami o niepewnej przyszłości. Może to slogan, ale chyba prawdziwy. Dużo siły i trzymam kciuki, aby się udało jak najdłużej...

    OdpowiedzUsuń
  16. Jestem z Wami myślami, chociaż tyle.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ciężko coś powiedzieć w takiej chwili... jesteśmy z Tobą. Pisz,jeśli Ci to choć trochę pomaga, dobrze jest z siebie wyrzucić żal i ból

    OdpowiedzUsuń
  18. Niesprawiedliwy jest los, że osobę młodą i potrzebną rodzinie tak doświadcza. Zobacz ile ludzi tutaj wierzy, że będzie dobrze, uwierz i Ty!. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Właśnie to mnie wkurza na tym cholernym świecie, że Bog dobrych ludzi zabiera, a tych złych pozostawia jak by mieli się nawrócić. Głupota. Dobrzy ludzie powinno żyć jak najdłużej i dawać dobry przykład. Nie będę Ciebie pocieszać bo to i tak nic nie da.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Ciężko cokolwiek napisać, zwłaszcza jak się samemu nie jest w takiej sytuacji. To bardzo przykra sprawa, obyś miała w sobie dużo siły żeby to wszystko przetrwać.

    OdpowiedzUsuń
  21. Czy nie mozna wyciąć i przeszczepić nowa od dawcy ? Nie znam tematu moze pytanie jest głupie wybacz koleżanki córka miała przeszczep ale to była inna duagnoza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mąż nie ma już nerki i ma przerzuty na płuca, więc przeszczep nie wchodzi w grę.

      Usuń
  22. Może to głupie ale
    Moze gdzies za granica sa jeszczelepze leki ?

    OdpowiedzUsuń
  23. Przesyłam dużo uścisków!

    OdpowiedzUsuń
  24. Jedyne co mogę to jestem z Wami, pocieszać nie będę

    OdpowiedzUsuń
  25. Życzymy jak najwięcej miłości ze strony bliskich, z doświadczenia wiemy, ze to bardzo pomaga :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Proszę, odezwij się do mnie! Na mejla czy gdziekolwiek

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś. Twoja obecność jest moją motywacją. Jeżeli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza - odwdzięczę się tym samym, jeżeli zaobserwujesz - również to zrobię.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka