środa, 22 czerwca 2016

448, 449, 450 - PRZEDSZKOLE, WYNIKI I MOTOCYKL, CZYLI CYRK NA KÓŁKACH...



Pamiętacie jak pisałam, że boję się pójścia synka do przedszkola? że sobie nie poradzi itd? No to teraz obawiam się czy Pani nauczycielka sobie poradzi... Nasze pierwsze spotkanie adaptacyjne skończyło się klęską...


Poniedziałek nastał dla mnie i synka  godzinie 10, 30, co było nie lada zaskoczeniem, bo od kliku lat nie udało mi się spać do tej pory. W pierwszej chwili myślałam że budzik się zepsuł i pokazuje nie tak. Pewnie była to zasługa deszczowej pogody za oknem. W każdym razie świetnie się złożyło, bo po południu listonosz przywiózł mi książkę na którą od dawna czekałam. W związku z tym byłam w stanie czytać do trzeciej nad ranem ;). Najlepsze jest to, że nie dość, że książka jest cudowna, to mogę ją przeczytać przedpremierowo :). Po południu synek mia zaproszenie do przedszkola, na spotkanie adaptacyjne. Nie mógł się już doczekać. Ledwo weszliśmy zapytał pani "macie tu hiptoptej i tija?" i wiecie co? Pani go zrozumiała :). Kiedy zobaczył ogromną ilość zabawek był w niebie. Nie było mocnych żeby zmusić go do wspólnego tańczenia z innymi dziećmi, czy malowania farbkami. Nawet podczas przemówienia nauczycielki nie mógł usiedzieć na miejscu i wołał " to tjwa za długo". No cóż, moje obawy co do jego egzystencji jako przedszkolaka wzrosły i nie martwię się tu o niego, ale o nauczycielkę. Może fizycznie synek nie jest szczególnie uzdolniony, ale w gadulstwie na pewno. Cyrk zaczął się na całego, kiedy trzeba było iść do domu. Na zdjęciu wyżej widać, jak synek po swojemu zaczął przygodę z przedszkolem. W tym czasie nawet ja bym się nie zaadaptowała. Przypomniało mi się jak teściowa zawsze opowiadała, że mąż nie chodził wcale do przedszkola, bo tak wył przez dwa miesiące, że go wyrzucili ;). Na szczęście dzieciaki z tym się w niego nie wrodziły.

Wtorek już na spokojnie. Mały od rana nie wołał, że chce bajki na laptopie, tylko, że chce do przedszkola, a następnie zajął się puzzlami, malowaniem itp, co raczej rano rzadko mu się zdarza, zwłaszcza jeżeli ma wybór między laptopem a nauką. Po południu odwiedziłam fryzjera. Miałam nawet ze sobą zdjęcie jak chcę się obciąć i samo obcięcie problemem nie było, ale to, że moje włosy miały inne zdanie już tak. Nie pozostaje mi nic innego, jak codziennie rano układając je, spryskiwać lakierem, żeby się przyzwyczaiły. Nauczyłam się też jednej rzeczy - henna do brwi nie schodzi z paznokci. Tak, zapomniałam się i  dotknęłam świeżo wysmarowanych brwi i teraz mam paznokcie czarne od spodu :(.


Środa była pod znakiem Wydziału Komunikacji. Czemu zawsze mam takiego pecha, że trafiam na urzędniczki, które pracują najwolniej? Inne obsłużyły czterech interesantów, a ta, która obsługiwała mnie, tylko jednego. Po co potrzebny był mi ten urząd? Mój tata zakupił sobie motocykl. Z jednej strony boję się o niego, a z drugiej myślę,że będzie teraz samowystarczalny jeżeli chodzi o dojazdy, przynajmniej w sezonie wiosenno - letnim :). Tak patrzę na to zdjęcie i myślę, że ten sprzęt wygląda jak skuter, i gdybym nie widziała dowodu rejestracyjnego z pojemnością sinika, to bym nie uwierzyła. Dotarł tez nareszcie wynik badania RM córki. Ze zdjęć niewiele rozumiem, ale z opisu wywnioskowałam, że nie będzie to takie proste, to znaczy usunięcie zmiany w całości. Krótko mówiąc, jest za bardzo "strzępiasta" i chyba ciężko będzie każdy strzępek zlokalizować.Wszystko teraz w rękach lekarzy z Gdańska. muszę jednak przyznać, że lekarz robiący RM postarał się i badanie jest zrobione idealnie i cieszę się, że po wszystkich perypetiach z szukaniem placówki, która zrobi taki rodzaj rezonansu, trafiłam właśnie do Katowic Ligoty. Widzę też, że lekarze z tej Kliniki mają o wiele większe pojęcie na temat naczyniaków, niż dziesięć lat temu, kiedy córka była tam operowana drugi raz. Wtedy uczyli się na niej.


I na koniec trochę spraw damsko - męskich. Kupiłam sobie koszulę nocną, z takim oto napisem. Było to w poniedziałek. Mąż przeczytał, dziwnie na mnie popatrzył i... wyprowadził się na noc do salonu. A ja biedna tego napisu nawet nie przeczytałam przed zakupem. I co teraz zrobić? Wiem - czytać :).

12 komentarzy :

  1. Synek w przedszkolu będzie rządził :) Zmieniłaś fryzurę i nawet się nie pochwaliłaś? No wiesz...
    Posyłałaś lekarzowi ten opis czy dopiero na miejscu go zobaczy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś wysłałam mailem kilka zdjęć (jest ich ponad 3 tysiące) i opis, ale wiesz jak on odpisuje :(

      Usuń
  2. Aj ten synek :) Dobrze, że się dobrze czuł w przedszkolu. Gorzej gdyby płakał.

    OdpowiedzUsuń
  3. Synek ma rację! Co się będzie zajmował sprawami które go nie interesują, on wie co lubi i to robi! Tak ma być ;)
    O koszulce i motocyklu to się już wypowiadałam :D
    Trzymam mocno kciuki za to, by jednak udało się tego naczyniaka w całości usunąć, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Panie przedszkolanki znają język dzieci haha :D

    genialna koszula nocna!

    OdpowiedzUsuń
  5. faktycznie krótkie spotkanie adaptacyjne, u mojej siostry są zwykle dłuższe (bo jest przedszkolanką stąd wiem). ;)
    a koszula bardzo fajna, tylko faktycznie, trzeba czytać napisy przed. ;)
    pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój by pewnie o pociąg zapytał ;-) I traktor ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przedszkole jeszcze dłuuuugo przede mną, ale u ciebie jakoś sobie syn poradzi xD A koszulka przeednia ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Haha dobrze jak nauczycielka zna obce języki ale najważniejsze żeby rozumiała po dziecięcemu xD

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja jestem zdania, że powinnaś się cieszyć z tak dobrego podejścia do przedszkole ze strony Twojego syna. On zajął się zabawkami i grami, gdzie inne dzieci płakały by tak głośno, że rodzice sami by je zabierali. Skuter dobra sprawa, jeżeli jedzie się na małe zakupy czy dojeżdża do pracy (choć nawet ja boje się tym jeździć). A koszulka - mega! :DD

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też mojego młodszego chce posłać do przedszkola, od września. Już nie mogę się doczekać kiedy będę miała więcej czasu, żeby coś w domu zrobić, ale z drugiej strony jest ta obawa czy sobie da rade, żeby mu się tylko podobało, żeby z dziećmi się polubił i żeby mu szybko czas zleciał do momentu kiedy go odbiorę. Mimo wszystko mam nadzieję, że nasze chłopaki dadzą radę :) Będę trzymała kciuki. U nas nie ma takiego dnia adaptacyjnego, od razu z grubej rury zostają na cały dzień :( a dzieci po tym płaczą :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Każde dziecko jest inne, ale uważam, że się przyzwyczai do zasad panujacych w przedszkolu i pani wychowawczyni troszkę go uteperuje. Początki zawsze są trudne.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Cieszę się, że tu jesteś. Twoja obecność jest moją motywacją. Jeżeli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza - odwdzięczę się tym samym, jeżeli zaobserwujesz - również to zrobię.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka