wtorek, 5 lipca 2016

462, 463, 464, 465 - GDY KŁĘBIĄ SIĘ MYŚLI...



Taki natłok informacji do przetworzenia, ułożenie ich w logiczną całość i wyszukanie tych prawdziwych i najlepszych, nawet jak na mnie to trochę za dużo. Tysiące maili, prywatnych informacji na facebooku... Tak wyglądają moje dni na chwilę obecną...


W ciągu dwóch dni odezwały się do mnie trzy osoby, które leczyły się wlewami dożylnymi z witaminy c. Oczywiście nie samymi, co do tego potrzebna jest dieta bezglutenowa i bezcukrowa, oraz zestaw ziół i witamin. No i jedzenie wolne od jakichkolwiek konserwantów. Jedna osoba całkowicie zwyciężyła nowotwór, druga wychodzi z niego, a u trzeciej (dwuletnie dziecko) guz nowotworowy zmniejszył się się w ciągu miesiąca o 20 %. To daje nadzieję, wielką nadzieję i teraz widzę sens w poszukiwaniu funduszy na ten cel. Miesięczna kuracja taką witaminą to koszt około 4 tysięcy złotych. Suma dla mnie horrendalna. Nigdy nie pomyślałabym że będę po tej stronie, czyli osób proszących o pieniądze po to żeby ratować życie. zawsze to ja wpłacałam co miesiąc niewielkie kwoty do fundacji SIEPOMAGA. Dziś dowiedziałam się, że we Włoszech ta witamina jest za darmo na receptę, ale... no właśnie, skąd wziąć receptę. Uruchomiłam znajomości i po cichu wierzę, że się uda. Ostatnie trzy dni całe spędziłam grzebiąc w necie. Na początku błądziłam jak ślepiec, teraz zaczyna pojawiać się światełko. Ta intensywność w poszukiwaniu informacji sprawiła, że niewiele z tych dni pamiętam. Jakby minęły gdzieś obok mnie. Totalna przerwa w życiorysie. Tak sobie pomyślałam, że internet to niesamowite narzędzie, bo dzięki niemu jestem mądrzejsza o wiele nowych informacji i to dzięki niemu ludzie (obcy ludzie) mi bardzo pomogli, chociażby w zarejestrowaniu męża w Instytucie w Warszawie, gdzie dodzwonić się nie mogłam żadną siłą.

Przy takiej zmianie diety męża, dodatkowo muszę znaleźć informacje o tym, co i jak gotować, a to spory problem dla mnie. Chciałam upiec chleb z mąki kukurydzianej w automacie, ale wszędzie widzę przepisy na chleb z mąki kukurydzianej z domieszką pszennej, a pszenna w tym wypadku odpada. Cholera jasna. Drożdżowego też raczej nie zrobię, bo do nich dodaje się cukier, a cukier jest zakazany nawet w najmniejszej postaci. RAK ŻYWI SIĘ CUKREM. Pewnie pomyślicie sobie, że to i tak nic nie da, a ja wiem, że da, bo osobiście rozmawiałam z ludźmi, którym to wszystko dało nowe życie. Najgorsze jest to, że mąż popadł w jakiś niebyt. Jest, ale siedzi i się nie odzywa, chyba, że musi. Już sama nie wiem, czy się martwi, czy po prostu nie ogarnia tych nagłych zmian. W każdym razie wsparcia jak na razie w nikim nie mam. 

Dobra, dość marudzenia :). Tylko o czym w takim razie pisać, jeżeli moje myśli ciągle krążą wokół jednego i tego samego. Już wiem. Od środy ubiegłego tygodnia zaczęłam ćwiczyć. Mam swój indywidualny plan treningowy i według niego pozbywam się boczków, wyrabiam mięśnie brzucha i pośladków. Pierwsze dwa dni były ciężkie, bardzo ciężkie, nawet zwykłe pajacyki powodowały u mnie zadyszkę, do tego stopnia, że ćwiczyłam dopiero po zażyciu środka przeciwbólowego. W sobotę nagle wszystko minęło. Teraz już mam z górki. Jedne z ćwiczeń jeszcze sprawiają mi trudność, ale już nie boli i zadyszki też nie mam :). Po miesiącu pochwalę się efektami. Zauważyłam już poprawę w samopoczuciu. Zanim zacznę ćwiczyć jestem nie do życia, a po gimnastyce  od razu krew szybciej krąży i od razu mam więcej energii. Razem ze mną ćwiczy synek. Wygląda to tak, że ja robię brzuszki czy pompki, a on jeździ mi autkami po brzuchu lub plecach :). Najbardziej podobają mu się jednak ciężarki, o które codziennie toczymy walkę:). Takim oto sposobem kolejny raz zwyciężam, tym razem sama siebie i swoje lenistwo. Kolejny krok do przodu. Może kolejnym krokiem będzie rzucenie palenia, ale to już nie takie proste jak pozbycie się zakwasów. I to by było na tyle. Może w kolejnym poście pamiętnikowym udami się napisać coś innego i ciekawego.

A na tytułowym zdjęciu możecie zobaczyć co synek robi, kiedy matka nie ma czasu i ratuje życie jego ojca. Po całym dniu pomagania synka panom robiącym płot domycie go jest bardzo utrudnione :).


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Cieszę się, że tu jesteś. Twoja obecność jest moją motywacją. Jeżeli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza - odwdzięczę się tym samym, jeżeli zaobserwujesz - również to zrobię.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka