czwartek, 2 lutego 2017

NIGDY NIE CHCIAŁAM BYĆ W CENTRUM ZAINTERESOWANIA...



Telewizja, Caritas, Ostrawa... to tylko niektóre z rzeczy, które w jakie obfitowały moje ostatni dni, nasze dni. Jak to mówią "szalała, szalała...", aż chora w łóżku wylądowała. niestety, czasem choroba jest potrzebna żeby przystopować !



No cóż, lekko nie jest. W poniedziałek siódma rano wyjechaliśmy z domu, zmierzając do Ostrawy. Po drodze jedno dziecko wysiadło pod szkołą, drugie pod przedszkolem, a trzecie w bursie. Przed nami zostało 60 km. drogi. Wybraliśmy się do czeskiego profesora, który już wcześniej robił dla męża szczepionkę na raka. Nie jestem wytrawnym kierowcą , więc bez strachu się nie obyło, mimo zaopatrzenia w GPS i profesjonalna mapę, widoczną poniżej.




 Jednak sama droga okazała się drobnostką, w porównaniu ze znalezieniem profesora na terenie czeskiego szpitala. Owszem, panie informatorki chętnie odpowiadały nam gdzie iść, ale kto to rozumiał? Kiedy już udało nam się znaleźć odpowiedni pawilon, dookoła zobaczyliśmy płot, a w środku remont. Tam dojścia nie było. Koniec końcem okazało się, że można było dojść przez trzy inne pawilony. No cóż, trzeba się było uczyć języków obcych, to by się człowiek dogadał. No i szukanie zajęło nam więcej czasu niż dojazd 70 km. Jeszce zanim zaparkowaliśmy, pomna przestróg znajomego, że trudno i że jeżdżą tam tramwaje,  skręciłam nie w prawo na szpitalny parking, tylko w lewo, pod szkołę. To był błąd!!! Gdybym skręciła w prawo, miałabym do przejechania tylko dwa pasy jezdni, a wyjeżdżając spod szkoły musiałam przeciąć kilka pasów jezdni i dwa torowiska od tramwajów. Zrobiłam taki przejazd, że GPS zgłupiał ;)

Pan profesor przyjął nas jak zwykle z serdecznością. Co prawda nie dowiedzieliśmy się niczego nowego, ale mamy namiary na nowy lek, którym mąż mógłby się leczyć. Niestety, z tego co się orientuję, w Polsce jest nierefundowany. Za to w Cechach tak. Czechy to bardzo ciekawy kraj. Drogi mają gorsze od nas, domy brzydkie, światła na rondach ( mało głowy nie robiłam hamując), wc w szpitalach jak za dawniejszych czasów naszej komuny, ale a to służba zdrowia na najwyższym poziomie. U nas na raka nerki zarejestrowane i refundowane są dwa leki, u nich dwadzieścia dwa. W Czechach każdy pacjent onkologiczny ma przed operacją proponowaną szczepionkę z guza, u nas nawet nie wiedzą co to jest. Dlatego też profesor nadmieniał, że lepiej dla męża byłoby leczyć się u nich. Tyko to nie takie proste, bo mąż ma tutaj stałą pracę, a pracując i w Polsce i w Czechach i tak leczyłby się w Polsce, według naszych przepisów. Musiałby chyba zrezygnować z pracy i zameldować się tam, a to nierealne. Dlatego też trzeba będzie obmyślić nowy plan... koniecznie, bo wyniki męża są w chwili obecnej bardzo dobre i trzeba nadal działać. Taki był poniedziałek.

Wtorek należał do dni mniej intensywnych, jeżeli nie liczyć sprzątanie gruntowniejszego niż na święta, ale a to środa, ach to był szał. Zaraz rano mieliśmy umówioną wizytę w Caritas Bielsko-Biała w sprawie pomocy dla męża. Przyjął nas bardzo sympatyczny ksiądz dyrektor i obiecał, że bielski Caritas będzie co miesiąc prze pół roku wspomagał nas kwotą 500 zł. Dodatkowo zwrócą się do Caritas w Warszawie o dodatkowe wsparcie, oraz to telewizji o nagłośnienie sprawy. Napawa to nadzieją.
 
Po powrocie czekała już na nas telewizja Polsat, która kręciła o nas reportaż. Jeszcze dzień wcześniej myślałam, że mąż będzie tylko dodatkiem do innego reportażu, albo żywym przykładem działania medycyny naturalnej. Okazało się jednak, że o nas też nakręcą program. Dwie godziny trwało wszystko, a samego programu jest pięć minut. Kto zna Interwencję, ten wie, że program liczy sobie 15 min., a w tym są dwa reportaże i komentarz prowadzącego. W każdym razie chyba nie chcę tego oglądać, bo byłam tak zdenerwowana, że wyjdę niemedialnie. Zawsze z resztą mówiłam, że umiem pisać, a nie gadać. Zrobiłam to jednak, dla męża. Hejty też przyjmę na klatę, bo takie  całą pewnością będą. Ostatnio coraz więcej ludzi razi w oczy nasza walka, albo może nie walka, tylko to, że się udaje i nie mogą powiedzieć "a nie mówiłem, że się nie uda". Na szczęście ciągle przy nas trwa grono Aniołów i tego się trzymam. Jeżeli jednak chcecie obejrzeć reportaż, to zapraszam w najbliższy poniedziałek, o godzinie 16:15 do polsatu. Później historia będzie też na stronie internetowej Interwencji.

Dziś od rana wybierałam się na zajęcia z zumby. Pięć dziewczyn, w pięciu miejscowościach zorganizowało takie zajęcia, a cały dochód  z nich zostanie przekazany na leczenie męża. Niestety, ja nie dotarłam, bo  godziny na godzinę czułam się coraz gorzej, a w południe leżałam już z gorączką w łóżku. No cóż, organizm w końcu nie wytrzymał maratonu i się zbuntował. W sumie powinnam była to przewidzieć. Mocno skomplikowało mi to plany, bo jeszcze tyle miałam do załatwienia... Udało mi się jednak załatwić, żeby nasza fundacja założyła mężowi konto na CHARYTATYWNI ALLEGRO i konto na BRAWO WY

Nie udało się za to założyć celu na SIEPOMAGA. Tego bym się wżyciu nie spodziewała. Może to zrobić tylko fundacja i z tym problemu by nie było, ale trzeba najpierw złożyć kosztorys od lekarza lub fakturę pro forma. Cholera, kto nam da taki kosztorys? Przecież w Polsce lekarze boją się przyznać, że leczą naturalnie, żeby nie stracić prawa do wykonywania zawodu,  a co dopiero dać to na piśmie? Dodatkowo w serwisie Siepomaga można założyć cel tylko jeden raz. Są tam wielkie możliwości, jednak wymagania jeszcze większe i zero indywidualnego podejścia do ludzi. Tam nie zbierze pieniędzy ten, kto ju nie ma wyboru i metod leczenia standardowego, bo nie ma kosztorysu. Nie ważne jest to, że miesięcznie wydajemy na leczenie męża prawie 8 tysięcy. Nie ważne jest to, że lecenie działa, wyniki się poprawiają, mąż żyje i pracuje... Cały czas mam jednak nadzieję, że znajdzie się jeszcze jakaś nowa terapia i wtedy skorzystamy z serwisu.

To tyle, w wielkim skrócie. Uciekam do łóżka, bo choroba zaczyna robić ze mną nieciekawe rzeczy, a na premierę "Ciemniejszej strony Greya trzeba być zdrowym".  Kto chce autograf po poniedziałkowej Interwencji, to zapisy robię TU jak ktoś chętny, to  zapraszam :). Oczywiście żartuję. Wolę to napisać, niż znów mieć hejterów na głowie.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Cieszę się, że tu jesteś. Twoja obecność jest moją motywacją. Jeżeli zostawisz po sobie ślad w postaci komentarza - odwdzięczę się tym samym, jeżeli zaobserwujesz - również to zrobię.

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka