niedziela, 7 stycznia 2018

"POCAŁUNEK ZDRAJCY" - ERIN BEATY... WYDAWNICTWO JAGUAR...




O tak! Na tę książkę czekałam od dłuższego czasu, a właściwie na taką książkę. Średniowieczne dwory, piękne suknie, adrenalina i uczucie sprawiające, że prawie namacalnie czujemy iskry w powietrzu. "Pocałunek zdrajcy" to rewelacyjna pozycja dla każdego czytelnika kochającego literaturę kobiecą.



Bardzo, bardzo lubię romantyczne powieści, których akcja dzieje się w czasach średniowiecznych. Od dziecka zaczytywałam się tego typu książkami z większą częstotliwością niż innymi rodzajami literatury. Ileż to razy, w czasach szkolnych, zamiast czytać np. "Dziady" sięgałam po lekturę przenoszącą mnie w zupełnie inny świat, świat książniczek i miłości wbrew konwenansom, a potem na szybko nadrabiałam streszczeniem ze wszystkim znanej pozycji zwanej "Bryk". Warto jednak było :). Tym razem inne obowiązki również poszły w kąt na dobrych kilka godzin. 

Sage Fowler to dziewczyna, która w dzisiejszych czasach zwana byłaby feministką. Nie jest jak inne dziewczyny, których głównym celem jest wyjście dobrze za mąż. Ona wraz z ojcem, już od dziecka biegała po drzewach by obserwować ptaki, czytała książki i nie przejmowała sie konwenansami. Niestety, rodzice zmarli, a Sage pozostała pod opieką wuja, który, chociaż kocha bratanicę, to ma nieco inne podejście do wychowywania panien. Zbuntowana Sage jednak i tutaj potrafi postawić na swoim, co wiąże się z częstymi starciami z wujem. Kiedy krewny postanawia wydać ją za mąż, korzystając ze swatki, która od wielu lat kojarzy małżeństwa i robi to bardzo dobrze, dziewczyna wpada w szał. Nie czuje tego, nie lubi makijażu, wyszukanych sukien, a już na pewno nie będzie usłużną żoną. Swatka tak prowadzi ich rozmowę, że Sage zamiast szukać męża, zatrudnia się u wyżej wspomnianej jako "szpieg". Jej zakres obowiązków będzie polegał na czujnym obserwowaniu potencjalnych kandydatów i kandydatek i zapisywaniu każdego szczegółu. I tym oto sposobem dziewczyna wyrusza wraz z kilkunastoma przyszłymi żonami i swatką w podróż, która każdej z nich powinna przynieść dobre zamążpójście. Wraz z nimi jedzie zastęp żołnierzy, którzy mają chronić dziewczyny przed niebezpieczeństwem. Wyruszając w drogę nikt nie wie, że ich kondukt jest zamieszany w polityczne rozgrywki i stanie sie kartą przetargową. Bohaterka nie spodziewa się też, że ta podróż całkowicie odmieni jej życie.

Alexander Quinn vel mysz vel Ash Carter - ach, cóż to za mężczyzna. Cudowny. Zantrygował mnie od pierwszych słów napisanych na jego temat. Nie na darmo mówią, że "za mundurem panny sznurem". Poznajemy go w chwili, kiedy przeprowadza pierwszą swą akcję jako kapitan. Mimo, że pozornie jest ona udana, to ojciec Alexandra twierdzi, że zabrakło tu cierpliwości i tej chłopak musi się nauczyć. Kolejnym jego zadaniem będzie... towarzyszyć gronu panien na wydaniu jako ochrona.  Oj, nie o tym marzył Alex. Wszystko nie jest jednak aż tak proste, bo jednocześnie w swych szeregach odział będzie musiał ukryć syna króla. Każdy z mężczyn będzie działał pod przykrywką i nic nie będzie jednoznaczne. Misja, która powinna być tylko kolejnym zadaniem, w którym nie ma miejsca na głębsze uczucia staje się coraz trudniejsza wraz z coraz to lepszym poznawaniem pewnej dziewczyny o imieniu Sage... Rany cielesne są niczym w porównaniu z ranami zadanymi sercu...

"Pocałunek zdrajcy" to książka, w której niczego mi nie zabrakło. Jest spora dawka poczucia humoru, jest tajemnica, adrenalina, cudowny klimat, piękne opisy, szarmanccy mężczyźni z zasadami, do tego broniący honoru kobiet jak lwy i uczucie gorące jak lawa wulkanu, które rozwija się stopniowo, by na końcu wybuchnąć. Jedyne czego jeszcze mogłabym pragnąć, to kontynuacji tej historii, bo zakończenie pozostawiło we mnie niedosyt. 

Język literacki autorki jest prosty w odbiorze, więc czyta się lekko i przyjemnie. Dodatkowo autorka bardzo dobrze połączyła wątki wielu osób, chociaż w pewnym momencie chyba czegoś nie doczytałam, albo czytałam zbyt nieuważnie, bo zaczęły mi sie mieszać imiona żołnierzy i sporo czasu zajęło mi uporządkowanie ich osób w swojej głowie. Tajemnica, która przez większą część fabuły sprawia, że czujemy dreszczyk emocji, dodatkowo dodaje powieści oryginalności i skłamałabym, gdybym powiedziała, że "Pocałunek zdrajcy" to kolejna, taka sama książka dla kobiet. Nie mam też zastrzeżeń co do bohaterów, bo każdy z nich otrzymał swój indywidualny charakter (bohaterki także), a Erin Beaty genialnie przekazała słowami to, co w tamtych czasach było na porządku dziennym, czyli zdrady, spiski, próżność niektórych osób, ale i miłość, taką prawdziwą, pełną wyrzeczeń, w której nie ma miejsca na egoizm. Dziś mija trzeci dzień, odkąd zakończyłam przygodę z Sage i Alexandrem, a ich losy nadal są w mojej głowie i najprawdopodobniej w najbliższym czasie sięgnę po lekturę raz jeszcze, by potwierdzić regułę, że nieważne ile razy się czyta, powieść i tak zaskakuje,  bo za każdym podejściem znajduje się w niej coś nowego.

"Pocałunek zdrajcy" to bardzo przyjemna lektura z tych, od których nie można się oderwać od początku do samego końca, a które nawet po zakończeniu na długo zapadną w nasza pamięć.



Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka