sobota, 9 stycznia 2016

PRZEŁOM...DZIEŃ 287...



Bardzo intensywnie spędziłam dzisiejszy dzień, bo już rano wybrałyśmy się z najstarszą pociechą do galerii handlowej na zakupy. Była to chyba jedyna możliwość, żeby pogadać z nią tak szczerze. Galeria jest dość daleko, z samochodu mi w trakcie jazdy nie wyskoczy, pyskować nie będzie bo kto ma kasą, ten ma władzę(w tym przypadku ja), więc trzeba było korzystać. Brakowało mi tych naszych rozmów. Córka jest w wieku buntu, najważniejsi są znajomi, inny świat, a matka...głupoty gada. Udało nam się jednak dojść do porozumienia, jak się domyślam chwilowego, na tyle, że po powrocie do domu i zaliczeniu obiadu, pojechaliśmy jeszcze(już całą rodziną) zobaczyć żywą szopkę w Strumieniu. Najwyższy był na to czas, bo będzie jeszcze tylko dwa dni.



Wiele zwierząt można tam zobaczyć. Kury,gołębie, pawie, gęsi, alpaki, konie, owce, osły, strusie i prawdziwego, wielkiego wielbłąda. Córka zakochała się w alpace, drugiej było zimno, więc wszystko jej było jedno, a synka nie można było oderwać od króliczków. Matka musiała więc uciec się do małego kłamstwa i obiecać synkowi, że kupi mu takiego króliczka (nie określając bliżej kiedy ten moment nastąpi). Udało się, i przemoczeni(bo zaczął padać deszcz) wsiedliśmy do samochodu. Odnośnie samochodu - jeszcze nigdy moja bryka nie była tak brudna jak dziś.Na drodze chlapa i czarne błoto, a wszystko to"przylepia"się do karoserii. Zastanawiam się, jak ja domyję ten mój wóz? Już wiem :) - rękami męża :) Co do męża to jestem z niego dumna, bo rozchorował się dwa dni temu, dostał antybiotyki, i już zastanawiałam się nad ewakuacją z domu, bo jak wiadomo, chory facet umiera, ale nie było tak źle :) Co prawda wyrwałam się z domu do urzędu skarbowego, i teraz nie wiem co gorsze - chory facet czy skarbówka? Wracając do męża, nie zległ, nie umierał, zajmował się dzieckiem, posprzątał dom i zrobił obiad - prawie jak ja, kiedy jestem chora:) Dziś do tego wkopał do ziemi coś takiego...


...i umieścił karmik :) Ja, w podziękowaniu zabrałam się za pieczenie ciasta. Pierwszy raz dodałam mąki żarnowej i nie byłam pewna czy coś z tego wyjdzie. Z tej niepewności zapomniałam dodać cukru ;) Synkowi jak widać smakowało, bo wylizując miskę, wsadził do niej całą głowę.



Co prawda pytał co tak chrupie, ale uspokoił się jak usłyszał, że to takie specjalne chrupki ;) Na zdjęciu moje dziecko jest świeżo po kąpaniu, a mój mąż się temu wszystkiemu przyglądał ze spokojem, bo stwierdził, że wylizywanie miski to prawo dzieciństwa i wykąpie smyka raz jeszcze . I wiecie co? Wydaje mi się, że małemu bardziej smakowało, niż wtedy, kiedy dodaję cukier.

Jak już pisałam, mój synek cierpiał na zaparcia nawykowe, a przez ciągłe wlewki, jego jelita tak się rozleniwiły, że nawet teraz kiedy zaparć jako tako nie ma, to sam nie umie się załatwić. Od wczoraj włączyliśmy Debridat (syrop na poprawę pracy jelit), ale efektów na razie nie ma. O dziwo synek pije ten syrop, z płaczem, ale pije, i nie wypluwa. Obawiam się, że jak tak dalej pójdzie, to czeka nas szpital :( Najciekawsze jest to, że nawet kiedy siedem dni się nie załatwi, tonie odczuwa żadnych dolegliwości. Ma większy brzuszek i tyle.Udało mi się przekonać go żeby codziennie pił sok marchwiowo - jabłkowy i jadł dwa jabłka, ale do innych owoców nie da się namówić. Próbowałam też z maślanką, nic z tego. Ach, żal mi go :(

A co tam u Was? Jak minęła Wam sobota?

P.S Miałyśmy iść z córką wieczorem na "Gwiezdne wojny" ale odpuściłyśmy , bo sił zabrakło.
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka